Środa Wlkp. w rok 2012 wkroczyła silnie zmotywowana muzycznie (vide MBP, OK, CEA „Fortissimo” i inni). I za to należy się zarówno tym                      „z urzędu” odpowiedzialnym za rozwój kultury                  w mieście, jak i licznym inicjatywom społecznym słowa uznania i ogromne brawa. Z przyczyn obiektywnych zmuszony jednak jestem ograniczyć swoje dywagacje muzyczne do 3-4 imprez
Moi drodzy święta i Nowy Rok już za nami, spóźnione kartki z życzeniami ostatecznie doszły do adresatów. Zaś tegoroczna zima zdążyła nas już trochę zmęczyć swoją bielą, zimnem i rozlicznymi kaprysami... Ale cieszy nas możliwość uczestniczenia w licznych muzycznych ucztach duchowych, zaserwowanych średzkim melomanom tak przez burmistrza Wojciecha Ziętkowskiego, jak i Grzegorza Rudnego, skądinąd utalentowanego średzkiego pianisty i studenta poznańskiej muzycznej Alma Mater. Ale po kolei. Zatem - ad rem!
Grzegorz Rudny uraczył nas duchowo w tym roku już dwukrotnie: w styczniu wraz z przyjaciółmi (Natalia Chudzicka - flet i Jan Kołacki - kontrabas) umożliwił nam zapoznanie sie z kameralistyką dwóch tytanów muzycznych - L. van Beethovena i S. Prokofiewa, a także niejako „na deser” z jazzującą suitą francuskiego kompozytora Claudea Bollinga. Nie będę jednak się szerzej rozwodził, bowiem opisała go już na łamach „Gazety Średzkiej” Hanna Sowa. Zatem od razu przejdę do lutowej uczty duchowej tzw. recitalu fortepianowego Anny Szyc i występu duetu akordeonowego Michał Gajda - Konrad Mikołajczyk w gościnnych progach biblioteki miejskiej.
Cóż ja dziś - po dwóch latach od pierwszego występu Anny Szyc w Środzie mogę napisać o tej wielce utalentowanej młodej osóbce, owym „Rubinsteinie”, że to prawdziwa Iron Lady - żelazna dama w swym konsekwentnym dążeniu do wyznaczonego celu - Parnasu! Zaprezentowała nam w swojej interpretacji cykl mazurków Fryderyka Chopina (z opusu 17), a więc kilka miniatur, w których Chopin w sposób wysoce indywidualny połączył narodowe i ludowe tradycje muzyki polskiej ze zdobyczami muzyki epoki romantyzmu. I znowu w sposób zaskakująco dojrzały i subtelny zarazem potrafiła Anna Szyc uwiarygodnić słuchaczom tę chopinowską „stylizację”.
Po Chopinie usłyszeliśmy preludium D-dur (op. 23, nr. 4) Sergiusza Rachmaninowa (rosyjskiego kompozytora wysoce „zeuropenizowanego”), w którym z kolei w sposób indywidualny uwypukliła jego plastyczność oraz śpiewną melodykę.
Recital swój rozpoczęła jednak sonetą Es-dur (nr 59) Józefa Haydna, a więc jednym z „drobiazgów” na fortepian tego płodnego klasyka wiedeńskiego, który szczególnie zasłużył się właśnie w zakresie rozwoju formy sonatowej (także orkiestrowej). I tu także Anna Szyc dała dowód swego nieprzeciętnego talentu prezentując Haydnowski schemat melodyczno - wyrazowy z pełną świadomością epoki... Prawdziwa Iron Lady!
Wspaniałym dopełnieniem tej lutowej uczty duchowej z cyklu „Grzegorz Rudny zaprasza” był występ znanego już w Środzie duetu akordeonowego M. Gajda - K. Mikołajczyk oraz niejako na „bis” zaprezentowanie nam IV części koncertu akordeonowego Zolotaryeva. Nie znam bliżej twórczości tego kompozytora, ale śmiem twierdzić, że była to perełka! - z udziałem gospodarza cyklu w charakterze akompaniującej K. Mikołajczykowi „orkiestry fortepianowej” (sic!). Nie muszę chyba dodawać, że wszystkich wykonawców nagrodziliśmy zasłużonymi długo trwającymi brawami. Życzymy więc tym młodym artystom dalszych sukcesów, a sobie ich nowych odwiedzin w naszym pięknym grodzie.
Pora przejść do karnawałowo - noworocznym koncertów zafundowanych ostatnio średzianom przez burmistrza Wojciecha Ziętkowskiego. Otóż wieczór z udziałem Kazimierza Kowalskiego i jego gości to kolejny jego estradowy majstersztyk. Cały zespół zasłużył na słowa uznania i ogromne brawa. A burmistrz na gorące podziękowanie. Natomiast znany nam już od dwóch lat zespół instrumentalny Salonowa Orkiestra Johanna Straussa nie wiedzieć czemu (i po co!) ni stąd, ni zowąd przekształcił się w „Festiwal Orchestra” - co nie wyszło mu na dobre, chociaż pewnie to było jego celem... Jako całość impreza była udana, jednak sama orkiestra (bez żywiołowej Aleksandry Okrasy) wypadła zaskakująco blado, a nowa solistka powinna lepiej dobierać sobie repertuar, skoro nie dysponuje sopranem koloraturowym (vide „ krzykliwa”, bez wyrazu „Aria ze śmiechem”). Zresztą burmistrzowi i tym razem należą się słowa serdecznego podziękowania - bowiem zbyt wielu imprez muzycznych z tzw. klasyki nie ma w Środzie.
I to by było na tyle - jak zwykł mawiać znany satyryk warszawski Jan Tadeusz Stanisławski. Zatem pomyślności w nowym roku no i byle do wiosny!