Sepsa meningokokowa była powodem śmierci 6­letniej dziewczynki, która zmarła w środę w ubiegłym tygodniu w Poznaniu. Od 2008 roku to czwarty potwierdzony przypadek sepsy w powiecie. Pierwszy, który zakończył się tragicznie. Od tygodnia w Środzie panuje strach ­ rodzice zgłaszają się do lekarzy nawet z najdrobniejszą dolegliwością u dziecka. Powiatowy państwowy inspektor sanitarny apeluje, by nie poddawać się panice.  
W ciągu czterech ostatnich lat na terenie powiatu mieliśmy cztery przypadki sepsy ­ wszystkie były stwierdzone u małych dzieci. W 2007 roku stwierdzono ją u 5­latka, w 2008 roku u trzymiesięcznego niemowlaka. W tym roku, w marcu, sepsę stwierdzono u niespełna półtorarocznej dziewczynki. W tych trzech przypadkach lekarzom udało się wygrać z chorobą. W czwartym przypadku choroba miała bardzo gwałtowny przebieg.  
Dziewczynka poczuła się źle z wtorku na środę, w nocy. Jak powiedział nam Zbigniew Pajzderski, miała gorączkę, wymiotowała w nocy i po przebudzeniu. Rano lekarz rodzinny stwierdził infekcję wirusową. Dziecko miało zostać w domu i być obserwowane. Po południu zaobserwowano zasinienie wokół ust dziewczynki. Rodzice natychmiast zawieźli dziecko na Szpitalny Oddział Ratunkowy.
Na ciele dziewczynki zaczęły pojawiać się wybroczyny ­ co mogło wskazywać na sepsę. W szpitalu dziewczynka miała pobraną krew na posiew, podano jej antybiotyki i „erką” przewieziono do szpitala w Poznaniu. Pomimo starań lekarzy z Oddziału Intensywnej Terapii Szpitala Dziecięcego przy ul. Krysiewicza, stan dziecka z minuty na minutę pogarszał się. Dziewczynka, jak powiedział „Średzkiej” Zb. Pajzderski, około godz. 18:30 zmarła. Powodem śmierci była sepsa meningokokowa. Rodzina dziecka objęta została opieką psychologa z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie.
Ruszyły procedury  
Zgodnie z procedurami powiatowy inspektor sanitarny Zb. Pajzderski na bieżąco był informowany o sytuacji i sam dalej powiadamiał wojewódzkiego inspektora sanitarnego. Już w środę wieczorem pracownicy Powiatowej Stacji Sanitarno ­ Epidemiologicznej w Środzie powiadomili o sytuacji m.in. Alinę Bartkowiak ­ dyrektor przedszkola, do którego chodziła dziewczynka. Postanowiono, że kolejna część procedur ruszy z chwilą otwarcia przedszkola następnego dnia. Pracownicy pionu epidemiologii stacji informowali rodziców o tym, co się stało, że dzieci muszą przyjąć antybiotyk i że przedszkole będzie normalnie funkcjonować. Niektórzy rodzice mają żal, że w tej sytuacji nie było dodatkowego zebrania z dyrekcją przedszkola, lekarzem pediatrą i przedstawicielem sanepidu, którzy wyjaśniliby co robić, na co zwrócić uwagę i jak postępować w przypadku podejrzenia choroby. Wiedzę na temat choroby część z nich czerpała z internetu.
Wszystkie osoby z bezpośredniego kontaktu, 123 dzieci i 40 dorosłych, objęte zostały chemioprofilaktyką. Musiały przyjąć jednorazową dawkę antybiotyku ­ dzieci w postaci zastrzyku, a dorośli doustnie. Z dostępem do leku (w przypadku dzieci dawka kosztuje ok. 9 zł), który większość osób traktowała jako szczepionkę przeciw sepsie, problemów nie było. W środę wieczorem apteka „U Józefa” błyskawicznie zamówiła ponad sto dawek. Inne apteki sprowadzały lek od czwartku w ciągu kilku godzin.
W czwartek od rana przedszkolaki i ich zdenerwowani rodzice po informacje i zastrzyk szli do szpitala i do lekarzy rodzinnych. Tam w ciągu ostatniego tygodnia liczba małych pacjentów gwałtownie wzrosła. Pediatrzy mają zdecydowanie więcej pracy ­ rodzice przychodzą teraz z każdym niepokojącym ich objawem ­ od pierwszych objawów kataru zaczynając. W sobotę Szpitalny Oddział Ratunkowy odnotował zdecydowany wzrost małych pacjentów. Wszystkie dzieci były przebadane. Na szczęście u żadnego z dzieci nie stwierdzono sepsy.
Puste przedszkole
W czwartek większość dzieci z przedszkola od razu zabrali rodzice ­ ostatnie opuściły przedszkole przed południem. Po pierwszej wizycie u lekarzy, w czasie której dziecko dostało zastrzyk, wielu zdecydowało, że następnego dnia nie pośle malucha do przedszkola. Część chce odczekać kilka dni i poobserwować dziecko. Inni w piątek pojechali do Poznania na dodatkowe badania. W poniedziałek gwar i śmiech dziecięcy znów był w Osiedlowych Skrzatach, choć nie było pełnej obsady. Normalnie w przedszkolu uczy się 123 dzieci. W piątek na zajęcia przyprowadzono 7, w poniedziałek 37 maluchów. Zanim nadejdą wakacje większość powinna wrócić, choć niektórzy rodzice w obawie przed sepsą zdecydowali się nawet na wywiezienie dzieci poza Środę.
Wczoraj w przedszkolu było jeszcze jedno trudne, szczególnie dla dorosłych, wydarzenie: z przedszkolem żegnali się uczniowie zerówek ­ rocznik zmarłej przed tygodniem dziewczynki. Dyrektor placówki Alina Bartkowiak mówiła w poniedziałek o ogromnym dylemacie, jaki mają nauczyciele ­ odwołać uroczystość czy nie. Ostatecznie uroczystości nie było. Zorganizowano tylko spotkanie rodziców i dzieci, w czasie którego była okazja do podziękowań za lata spędzone wspólnie w przedszkolu.
Sepsa atakowała za szybko
­ Każdy lekarz pracujący w przychodni, mówi Zb. Pajzderski, ma w tygodniu kilkanaście zgłoszeń z podobnymi objawami początkowymi do tego tragicznego w skutkach. Sepsa meningokokowa nie ma typowych dla siebie, zwłaszcza na początku, objawów. U starszych dzieci choroba może się na początku objawiać bólem głowy, gorączką, wymiotami, bólem gardła, luźnymi stolcami, ogólnym złym samopoczuciem. U małych dzieci objawami mogą być rozdrażnienie, gorączka, prężenie się, pulsowanie ciemiączka czy inne objawy neurologiczne. Takie objawy dają również inne choroby. Dopiero, gdy pojawiają się wybroczyny wiadomo, że lekarze mają do czynienia z sepsą. W wielu przypadkach udaje się dziecko uratować. W tym ­ choroba postępowała błyskawicznie. Przy tak ostrym przebiegu posocznicy ­ śmiertelność wynosi aż do 80 procent przypadków.
Higiena przede wszystkim
Lawina wielu fałszywych informacji spowodowała, że do lekarzy zaczęli dzwonić i przychodzić rodzice dzieci z innych przedszkoli lub z osiedla, gdzie „Osiedlowe skrzaty” mają siedzibę ­ najczęściej z żądaniem, by zaszczepić dziecko przeciwko sepsie. Przypomnijmy, że podstawą do podania specjalnego antybiotyku jest bezpośredni kontakt z osobą chorą na sepsę. Nie wystarczy chodzić tylko po tej samej ulicy, po której mogła jakiś czas temu iść chora osoba.
Czynnikiem wywołującym sepsę są bakterie, którymi można zarazić się przez bliski kontakt ­ pocałunek, kontakt z wydzieliną, drogą kropelkową przez kasłanie czy psikanie na kogoś. Nie powinno się także pić z jednej butelki z inną osobą. Trzeba przy tym pamiętać, że 20 ­ 40 procent społeczeństwa jest nosicielem meningokoków ­ tylko nie u każdego dochodzi do wyzwolenia choroby.
Jak się ustrzec choroby? Najważniejsze jest przestrzeganie podstawowych zasad higieny. ­ Czystość, czystość i jeszcze raz czystość ­ mówi Zb. Pajzderski. Myć ręce przed jedzeniem, po wyjściu z ubikacji, a gdy dziecko przewróci się na ulicy to nie dawać mu nic do jedzenia do rąk, bo nie wiadomo, co on na tych rękach ma. Jeśli ktoś jest chory, nie powinien kaszleć na innych. Nie powinno się też posyłać chorych dzieci do przedszkola. To zasady, których powinno się przestrzegać w obawie przed wieloma chorobami ­ nie tylko sepsą.