prezes Szpitala Średzkiego 
Dla ochrony zdrowia problemem są częste zmiany, reformy, które niby mają pomóc pacjentowi, a w rzeczywistości doprowadzają do jeszcze większego chaosu. Pacjent wówczas nie do końca wie, gdzie ma szukać pomocy i na co może liczyć. W efekcie bardzo często trafia na Szpitalny Oddział Ratunkowy, czy też na naszą tzw. wieczorynkę, czy pomoc świąteczną. A przecież większością tych przypadków powinien zajęć się lekarz rodzinny
Dzisiaj mamy sytuację, że szpitale często są od wszystkiego. Tymczasem tej pierwszej pomocy, oczywiście nie mówimy o przypadkach zagrożenia życia, powinniśmy szukać u lekarza rodzinnego. Problem w tym, że system finansowania lekarzy rodzinnych jest niemotywujący. System płaci za zapisaną osobę, a nie za udzieloną poradę. Dlatego ciężko młodym lekarzom otworzyć praktykę, bo zanim zgromadzą odpowiednią ilość pacjentów, muszą dokładać do interesu. Taka sytuacja sprawia, że lekarz rodzinny nie do końca jest zainteresowany, aby przyjmować dużo pacjentów.
Nasz system ma wiele mankamentów. Część z nas w ogóle nie wie, do którego lekarza rodzinnego jest zapisany, nie mówiąc już o pielęgniarce środowiskowej. I dlatego mamy dzisiaj sytuację, że w ubiegłą niedzielę lekarz w szpitalu przyjął w ramach pomocy świątecznej 100 pacjentów. Proszę pokazać mi lekarza rodzinnego, który jednego dnia przyjmie tyle osób. My to robimy, bo tego wymaga od nas system.
Nie może w takiej sytuacji dziwić, że lekarze nie chcą pracować w szpitalu na wieczorynce i pomocy świątecznej. Nie motywuje ich wynagrodzenie, bo oni po prostu nie mają siły, aby przyjąć tylu pacjentów. Tymczasem do naszej poradni trafiają osoby, które na przykład ugryzł jakiś owad albo boli go głowa od kilku dni…
Tak samo zresztą jest w przypadku wezwań karetek pogotowia. Zespoły jadą czasami do naprawdę absurdalnych sytuacji. Tymczasem mają zajmować się ratowaniem ludzkiego życia.