Rodowita średzianka, szczęśliwa żona i mama dwojga dzieci – 11-letniej córki i 20-letniego syna. Od dwóch lat prowadzi jeden ze sklepów w Środzie, wcześniej pracowała w średzkich marketach. Ze śmiechem mówi, że całe dotychczasowe życie zawodowe spędziła w handlu.

 

Bardzo lubi się udzielać i angażować w różne inicjatywy. Wszędzie jej pełno. Wcześniej, kiedy syn uczęszczał do ZSR, angażowała się w życie szkoły, zasiadała w radzie rodziców. Podobnie teraz, kiedy córka uczęszcza do średzkiej „Trójki”. Nie lubi się nudzić, ciągle musi się w jej życiu coś dziać.

 

Do średzkiej ekipy Szlachetnej Paczki trafiła trzy lata temu, zachęcona przez koleżankę. – Pamiętam, że miałam wtedy do odwiedzenia trzy rodziny. Szczególnie utkwiła mi w pamięci radość, którą im sprawiliśmy, kiedy przywieźliśmy do nich paczki. Przeżywałam to wszystko razem z nimi, widziałam ich radość, te łzy szczęścia. Od tego czasu moje święta też się zmieniły. Myślałam o tych rodzinach. O obdarowanych osobach, które też się cieszą, bo mają co położyć na wigilijnym stole. To było niesamowite. Ta myśl mnie bardzo umocniła w postanowieniu, by to kontynuować, więc w ubiegłym roku też zostałam wolontariuszem – mówi.

 

Do teraz ma kontakt z odwiedzanymi wcześniej rodzinami. Idzie do nich z wizytą m.in. przed świętami, obdarowując skromnymi upominkami. W tym roku koleżanka namówiła ją, by została liderką średzkiej Szlachetnej Paczki. Pomyślała, że ma już jakieś doświadczenie i pasję, więc czemu nie spróbować. Ma też głowę pełną pomysłów i mnóstwo energii. I wielką empatię dla seniorów, a to ich głównie spotyka podczas akcji. – Czasem rozmowy są trudne. Jednego wieczoru wróciłam do domu poruszona trudną sytuacją i samą rozmową z potrzebującą rodziną. Bardzo to przeżyłam. Ale na szczęście mam ogromne wsparcie w mężu, który spisuje się na medal. Zawsze mnie wysłucha, popiera w tym, co robię. To dla mnie bardzo dużo znaczy, że mam się przed kim wygadać, a jednocześnie mam do niego zaufanie i wiem, że tego nigdzie nie „wyniesie”, że to zostanie między nami. To oparcie w mężu, w rodzinie, dużo mi daje. Dzieci też się interesują tym, co robię, pytają, jak mogą pomóc. Syn zresztą już trochę zaraził się tym pomaganiem ode mnie – przyznaje.

 

Pracując od lat w handlu widziała już ludzi, którzy naprawdę oglądają każdą złotówkę, zastanawiając się, na co ją wydać, co jest najbardziej potrzebne do przeżycia. Na więcej ich nie stać. Dlatego historie rodzin nie są dla niej wielkim zaskoczeniem. Ale nie raz po powrocie z takiej rozmowy mówi do swoich dzieci – dziękujcie Bogu za to, co macie, że jesteśmy wszyscy zdrowi, że nie musimy się martwić o to, czy mamy co jeść i gdzie mieszkać, że możemy jeździć na wakacje, że mamy się w co ubrać. – Zadaję sobie czasem pytanie, dlaczego oni mają tak trudno? A jednocześnie historie tych rodzin uświadamiają mi, za ile rzeczy mogę być wdzięczna – wyznaje.

 

Chciałaby średzką Szlachetną Paczkę rozkręcić – robić eventy na otwarcie bazy rodzin, bardziej nagłośnić akcję wśród potencjalnych darczyńców, zachęcić ludzi do wolontariatu. Ma też pomysły na integrację grupy wolontariuszy, chce spotykać się z nimi nie tylko z okazji finału Szlachetnej Paczki, ale tak po prostu – by ze sobą pobyć, porozmawiać, wspólnie się pośmiać. – Jeśli ludzie będą widzieli, że jesteśmy grupą osób, które się nawzajem wspierają i lubią ze sobą współpracować, chętniej będą do naszej grupy dołączali. I może dzięki temu grupa wolontariuszy się powiększy. Bo w tym roku jest nas zaledwie siedmioro.