dietetyk
Od najmłodszych lat marzyła o weterynarii. Sama mówi, że w czasach gdy decydowała się na studia, perspektywa weterynarii była praktycznie niemożliwa. Szkoły były oddalone, a mieszkanie poza Środą było ciężkie do przyjęcia. Do wyboru została fizjoterapia, dietetyka i farmacja. Decyzja padła na to drugie. – Idąc na studia dietetyczne, nie myślałam absolutnie o tym, aby pracować jako dietetyk. Lubiłam hasło „zdrowy styl życia”, sport był zawsze w moim życiu, otaczałam się ludźmi, którzy prowadzili określony styl funkcjonowania więc jakoś tym nasiąknęłam. Po pierwszym roku studiów wiedziałam, że w życiu nie będę pracować jako dietetyk. To po prostu wydawało się nudne – wspomina ze śmiechem. Po studiach rozpoczęła pracę w poznańskim sanepidzie. – Jedna z przemiłych pań, która tam pracowała powiedziała mi na początku, że pracuje w tym miejscu ponad 30 lat. Na tym samym krześle, przy tym samym biurku, z tym samym kwiatkiem w narożniku – mówi z uśmiechem Agnieszka Grynia. Wtedy wiedziała też, że to nie jest droga dla niej.
Jeszcze przed obroną pracy dyplomowej rekrutowała do pracy w gabinecie dietetycznym. Ogłoszenie znalazła przypadkowo w internecie. Szukała wówczas jakiegokolwiek punktu zaczepienia po studiach. Wspomina, że był to skok na głęboką wodę. Z czasem widziała już, że jest to praca, która przynosi ogromną radość i nie jest to tylko nudne liczenie kalorii. Przez trzy lata pracowała w Śremie w jednym z gabinetów, po dwóch latach pracy w sąsiednim powiecie, postanowiła otworzyć gabinet w Środzie. Mieścił się nieopodal parku Łabędzie. – Miałam do wyboru dwa gabinety, ale jak z jednego okna zobaczyłam Edzia łabądka, to nie interesowało mnie, że akurat ten gabinet jest mniejszy. Interesowało mnie to, że w tle mam ten park, tę zieleń i to ptaszysko – śmieje się. Otwarcie średzkiej poradni żywieniowej było strzałem w dziesiątkę. Po roku działania gabinetu w Środzie, pacjentów było na tyle dużo, że wizyty musiała już odmawiać. W ubiegłym tygodniu otworzyła większą poradnię, z dwoma gabinetami dietetycznymi oraz gabinetem kosmetycznym. Mówi, że otwarcie takiej poradni to zawsze było jej marzenie.
Jest zdania, że praca dietetyka to często psychologia. Wkrótce rozpocznie studia z psychodietetyki. – Przyjście do gabinetu to w zasadzie wszystko. Często musimy pytać o przeszłość danej osoby, jej funkcjonowanie, odżywianie. To nie jest tak prosta sprawa jak wejście, zmierzenie, zważenie, rozpisanie kalorii i wyjście pacjenta. Tu budujemy relację – mówi Agnieszka Grynia. Dodaje, że wśród pacjentów bardzo ceni sobie rodzinną atmosferę. Kto zna Agnieszkę Grynię ten wie, że to kobieta pełna wigoru i zawsze szeroko uśmiechnięta. Pytamy jak to robi? – Ładuję się tymi ludźmi! Biorę to garściami. Trafiają do mnie fantastyczni ludzie, to po prostu fajna ekipa. Gdy idę do gabinetu to nie idę do pracy, tylko idę się spotkać z ludźmi. Idę ich zobaczyć, idę ich spotkać fajnie jest! – mówi z uśmiechem. Prywatnie mama, psiara, koniara i fanka flamingów.