W sklepie pani Oli Graczyk byliśmy w lutym. Pisaliśmy wówczas o wieloletniej historii Dewocjonaliów. – Na drugim roku studiów miałam urlop dziekański i wyjechałam do pracy do Niemiec. Praca się skończyła, trzeba było wrócić. Siostra Katarzyna ze Środy zadzwoniła do mojej mamy i powiedziała, że w kamienicy przy kolegiacie zwolnił się sklep i jeśli chcemy, to możemy go przejąć. Warunkiem było to, że musiały tam być dewocjonalia. Pomyślałam, że to ciekawa propozycja i trzeba ją wykorzystać – wspominała nam na początku roku pani Ola.

Sklep został przystosowany do sprzedaży przy udziale całej rodziny Graczyków. Początkowo prowadzili go rodzice pani Oli, czyli Jadwiga i Michał Graczykowie. Sklep prowadzili zmianowo, po pracy w szkole. Oboje byli cenionymi nauczycielami. Dzisiaj działalnością kieruje już tylko pani Ola, dla której prowadzenie sklepu jest coraz trudniejsze.

- Są względy stricte prywatne, ale również te czysto gospodarcze. Prowadzenie działalności w dzisiejszych czasach i przy panującej koniunkturze jest naprawdę trudne – przyznaje Aleksandra Graczyk. Ponadto same dewocjonalia nie sprzedają się tak jak dawniej, przez co oferta została wzbogacona już jakiś czas temu o punkt kurierski InPost.

Sprzedaż różańców, książeczek do nabożeństwa czy świec jest uzależniona w dużej mierze od okresu w ciągu roku. Gdy przychodzi październik – sprzedają się różańce, na przełomie listopada i grudnia najwięcej klientów kupuje medaliki. W grudniu wielu przybywa do sklepu po zestawy kolędowe.

Ale Dewocjonalia to nie tylko sklep. Krzesło zlokalizowane tuż przy ladzie to miejsce spotkań. Właścicielka sklepu opowiada, że wiele osób przychodziło do niej na zwykłą rozmowę. – Te osoby po prostu przychodziły pogadać, opowiadały o dawnych czasach i swoich sprawach. Przykro mi, że część tych ludzi już się nie pokazuje [po pandemii – red.] – mówiła w lutym pani Ola.

Sklep kończy swoją działalność z końcem listopada. Wówczas działalność Dewocjonaliów zostanie wyrejestrowana. Aleksandra Graczyk poszukuje osoby, która zechciałaby tam kontynuować jej działalność. – Ten sklep to tradycja. Bardzo bym chciała, aby była kontynuowana. To dobre miejsce dla emeryta, który chciałby jeszcze trochę popracować, zarobić i utrzymać kontakt z ludźmi – mówi obecna właścicielka. I dodaje: Pomogę w kontakcie z hurtowniami, wydawnictwami. To mogę zagwarantować i obiecać.

My z kolei zachęcamy, aby panią Olę wesprzeć – przychodząc do sklepu i kupując jakiś produkt z asortymentu. Na półkach można znaleźć nie tylko dewocjonalia, ale również kartki okolicznościowe na każdą okazję, okolicznościowe pamiątki oraz kalendarze. Pani Ola przez lata była wsparciem dla wielu dzięki swojej ogromnej serdeczności. Teraz my, średzianie, wesprzyjmy ją.

KK