Za trzy tygodnie egzamin ósmoklasisty. W tym roku przystąpią do niego m.in. dzieci z Ukrainy, które uciekły przed wojną ze swojego kraju i od dwóch miesięcy uczą się w polskich szkołach. O trudach zbliżającego się egzaminu oraz nauce języka polskiego z Magdaleną Madaj, dyrektor Szkoły Podstawowej w Słupi Wielkiej rozmawia Krzysztof Kubiak
Krzysztof Kubiak - 21 dzieci z Ukrainy przebywa w państwa szkole. Jak one się czują?
Magdalena Madaj - Gdy się rozpoczęła wojna, to tak naprawdę już kilka dni później zaczęli przychodzić rodzice z dziećmi ukraińskimi, aby zapisać je do szkoły. Po kilku dniach dzieci były już na lekcjach. Cała społeczność szkolna włączyła się w pomoc dla nowych uczniów, zostało zakupione to, czego dzieci tak naprawdę nie miały. Rodzice stanęli na wysokości zadania i każdy uczeń, który przychodził dostawał tornister z wyposażeniem. Na początku łatwo tym dzieciom nie było, ale szybko się zaaklimatyzowały. Są uczniowie, którzy mówili, że wojna tylko przyspieszyła decyzję o przybyciu do Polski, bo i tak mieli przyjechać tu na stałe, ale są też uczniowie, których mamy opowiadają wprost – „uciekaliśmy spod bomb”. Każde dziecko ma swoją historię. Są dzieci z Kijowa, czyli wielkiego miasta, które w Słupi Wielkiej czują się chyba nieco zagubieni, bo to przecież mała wioska. Reforma szkolnictwa, która spowodowała, że do szkoły poszły sześciolatki i w klasie ósmej mamy teraz dwa roczniki oraz inny system szkolnictwa w Ukrainie są przyczyną tego, że trudniej też było przypasować ucznia do klasy.
A jak wygląda kwestia bariery językowej?
W przypadku małych dzieci nie ma problemów. Jedne maluchy mówią po polsku, drugie po ukraińsku i się dogadują. To język dziecięcy. Starsi są w klasie przygotowawczej, więc rozmawiają między sobą po ukraińsku, ale bariera jest oczywista. Mówią w innym języku. Tego nie da się przeskoczyć. Te dzieci przyjechały do nas w marcu, więc po polsku biegle mówić nie będą. Na języku polskim w klasie przygotowawczej w ciągu sześciu godzin realizuję z nimi zupełnie podstawowe rzeczy jak – „to jest klasa”, „to jest piłka”. Z drugiej strony przychodzi inny nauczyciel i realizuje materiał do egzaminu ósmoklasisty, który już niebawem – od 24 maja - i analizuje z nimi np. „Świteziankę” Adama Mickiewicza.
Czym jest klasa przygotowawcza?
To klasa stworzona dla uczniów, którym znajomość języka polskiego uniemożliwia funkcjonowanie w normalnej klasie. Mają tam sześć godzin języka polskiego przy współpracy asystenta kulturowego lub pomocy nauczyciela. Przed wojną w Ukrainie wykorzystywano tę możliwość bardzo rzadko, ponieważ nie było takiej ilości uczniów, aby można było klasy przygotowawcze organizować. Wiem, że gdzieniegdzie organizowano takie klasy dla dzieci z Czeczeni.
Różnice programowe niewątpliwie występują. Jak wygląda system edukacji w Ukrainie?
W ukraińskiej edukacji trwa reforma. Na etapie podstawowym jest dziewięć klas, a później jest kolejny etap, który trwa do klasy jedenastej, a w nowym systemie do klasy dwunastej. Po dziewiątej klasie można tam pójść do naszego odpowiednika szkoły branżowej, czy raczej technikum. W Ukrainie jest zupełnie inny system, dla nas dosyć skomplikowany.
Jak duże są różnice pomiędzy uczniami?
Mamy podstawę programową, którą musimy zrealizować i do końca szkoły uczniowie powinni również zrealizować podstawę programową z języka polskiego. W trzy miesiące, czyli od przyjazdu do egzaminu ósmoklasisty jest absolutnie nie do zrobienia.
Przed młodzieżą egzamin ósmoklasisty. Wyjaśnijmy naszym czytelnikom, co on tak naprawdę daje i czy trzeba do niego przystępować?
Jeśli chce się skończyć szkołę podstawową, trzeba przystąpić do egzaminu ósmoklasisty. Sam fakt przystąpienia pozwala na jej ukończenie. Nie ma możliwości niezdania egzaminu. W przypadku rekrutacji do szkół średnich połowa punktów, jaką można uzyskać maksymalnie w trakcie rekrutacji, to punkty z egzaminów, czyli z matematyki, angielskiego i języka polskiego.
Dzieci, a właściwie młodzież ukraińska przystępuje za 3 tygodnie do egzaminu. To ogromne wyzwanie, zwłaszcza jeśli mówimy o języku polskim.
Sytuacja jest bez precedensu. Nie mieliśmy na kim się wzorować, aby rozwiązać problem egzaminu. Myślę, że nasi uczniowie mają świadomość, że jeśli kończą pewien etap, to muszą z egzaminem się zmierzyć. Całkowita rezygnacja z niego, tylko dla uczniów z Ukrainy, mogłaby budzić poczucie niesprawiedliwości i pewne niepokoje społeczne. Egzamin z matematyki nie powinien być problemem, językowo uczniowie mogą wybrać angielski lub rosyjski, więc też nie ma większego problemu, natomiast egzamin z języka polskiego będzie wyglądał tak, że w arkuszu dla cudzoziemca (który funkcjonuje od kilku lat) polecenia będą przetłumaczone na język ukraiński, ale teksty do analizy i odpowiedzi na pytania będą po polsku. Biorąc pod uwagę, że uczniowie uczą się języka polskiego dopiero dwa miesiące, absolutnie niemożliwe, by sobie z tym poradziły. Pomysł jest delikatnie mówiąc kontrowersyjny.
A jak dzieci sobie to wyobrażają?
Wydaje mi się, że one na razie o tym nie myślą. Nie sprawiają wrażenia, aby na nich to jakoś strasznie ciążyły. Oczywiście nie wiemy, co tak naprawdę w nich siedzi, ale jest jeszcze trochę czasu, a ich myśli pewnie wciąż są w Ukrainie. Podstawowym problemem jest znajomość języka polskiego. Jeśli nawet polecenie jest po ukraińsku, a później po polsku fragment „Zemsty” do analizy, to wtedy pojawia się problem. Jako wieloletni egzaminator, ciekawa też jestem, jak będzie wyglądało poprawianie egzaminu z języka polskiego napisanego przez Ukraińców.
Przed przyszłymi absolwentami czas decyzji i wyboru szkół średnich. Jakie oni mają plany?
Bardzo fajnie opowiadali o tym w materiale, który realizowała u nas telewizja TVN24. Marzenia są różne. Jeden chłopak mówił, że chce jak najszybciej pójść do pracy, dlatego wybiera szkołę branżową. Są dzieci, które chcą rozwijać swoje pasje, chcą wyjechać na studia, na pewno są i tacy, którzy wrócą do siebie Jest bariera językowa, ale mamy już doświadczenie w pracy z takimi dziećmi i myślę, że to kwestia dwóch lat, aby ten język opanować w stopniu, który umożliwi naukę. 
Aby dostać się do szkoły średniej trzeba jednak zdobyć te punkty…
Przy rekrutacji w połowie liczą się punkty uzyskane na egzaminie, ale w drugiej połowie to punkty za świadectwo. Teraz rodzi się pytanie, jak te dzieci sklasyfikować? Jak je oceniać?
Jest jakiś odgórny instruktaż?
Ależ skąd. My sobie wymyśliliśmy, że podstawą będą oceny, które udało nam się ściągnąć z Ukrainy. Gdy chodziły do nas dzieci cudzoziemskie jeszcze przed wojną, to dostawaliśmy arkusze ocen przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego, a teraz? Wiele osób uciekało, nie miało paszportów, czasem do szkoły zapisywaliśmy tak naprawdę na podstawie niczego, a dokumenty mamy zdobywały i przynosiły później. Mamom udało się pościągać oceny z ostatniego półrocza, dlatego to będzie jakaś wskazówka, jak te dzieci klasyfikować na koniec roku. Chcemy, aby ta ocena była w miarę sprawiedliwa i żeby nie było tak, że wystawimy wszystkim piątki – przez wojnę – choć może nieco brutalnie to brzmi. Pomoc oczywiście tak, ale myślę, że litości te dzieci nie potrzebują, chcą po prostu normalnie funkcjonować.