Mariusz Filip Grzesiecki
wędkarz
W Środzie mieszka od 40 lat. – Tu się urodziłem, tu mieszkam i tu zamierzam umrzeć – mówi na początku rozmowy. Ma ogromny dystans do otaczającej go rzeczywistości, a swoim uśmiechem i poczuciem humoru chce „zarażać” wszystkich ludzi, których spotyka. I trzeba przyznać, że wychodzi mu to świetnie. Pracuje w Danii przy produkcji wiatraków energetycznych. – Przez lata pracowałem w Aquaformie, a gdy firma zniknęła ze Środy i została wykupiona, zacząłem szukać nowego miejsca. Kolega zaproponował mi pracę w Danii przy wiatrakach. Mówiłem mu wtedy: Chłopie, przecież nie mam o tym pojęcia. Gdy jechaliśmy pierwszy raz, to już na wysokości Zielnik kazałem się odwieźć, bo stwierdziłem, że nigdzie nie chcę wyjeżdżać. Ale pojechaliśmy. Zajechałem i tak zostałem – wspomina Mariusz Grzesiecki. Dzięki systemowi pracy w Środzie bywa bardzo często. 
Często jest kojarzony ze swoimi wpisami czy też komentarzami na forum mediów społecznościowych, w szczególności na łamach grupy Mieszkańcy Powiatu Średzkiego na Facebooku. Jak sam przyznaje, bardzo lubi mówić bezpośrednio o tym, co myśli i co czuje. – Po to jest taki portal, abyśmy mogli się wypowiadać na dany temat. Rozmawiajmy ze sobą o tym co jest ważne, a nie trzymajmy tego w sobie na siłę. Tylko nie piszmy z tych fejk kont, których jest tak dużo, zwłaszcza w Środzie – dodaje. 
Jest lokalnym patriotą, angażuje się w lokalne sprawy i żyje nimi. O Środzie mówi jako swojej małej ojczyźnie. Mówiąc o naszym mieście wskazuje, że martwi go wyludniony deptak, bo jak wspomina czasy dzieciństwa – kiedyś to było miejsce będące centrum życia. Bardzo często można go spotkać z jego psem Amorem. Śmieje się, że to dzięki niemu kupił nowy dom w Środzie, bo gdy pojawił się z dnia na dzień w domu pies, stwierdził, że musi mieć podwórko. Ma ogromny sentyment do górki Wojtaszaka, zdarza się, że z domu zabiera kawę i wjeżdża na nią rowerem. Z góry ma najlepszy podgląd na miasto, które kocha. 
Od najmłodszych lat wędkuje, a jego pierwsza wędka była drewnianą listewką z kawałkiem żyłki. – Jako wędkarzowi powinna mi przeszkadzać ścieżka wokół Jeziora Średzkiego, ale dzięki niej łatwiej spotkać ludzi. Zawsze ktoś podejdzie, ktoś porozmawia, to szansa na spotkanie drugiej osoby – mówi Mariusz Grzesiecki. Ze smutkiem mówi o sierpniowym, masowym śnięciu ryb nad jeziorem w Środzie. – Dwa dni mogłem poświęcić na udział w akcji nad jeziorem. Ja raczej martwych ryb nie łowiłem, a odławiałem to, co było żywe i rokowało na przeżycie. Wzięliśmy ponton, motorówkę i z kolegą to, co żywe wrzucaliśmy do pontonu, aby następnie przerzucić do odstojników przygotowanych przez straż pożarną. Strasznie się na to patrzyło, ja byłem załamany – wspomina. Ostatnio Mariusz Grzesiecki zorganizował dwa charytatywne wydarzenia w Środzie, dla chorujących dzieci z naszego powiatu. Raz woził chętnych taczką wokół Starego Rynku, w minioną niedzielę zorganizował turniej gry w karcianego tysiąca. Jak sam mówi – w grudniu chce zorganizować kolędowe karaoke – również w szczytnym celu, aby pomóc chorym dzieciom.