Ceny paliw znowu rosną, a to jest powodem do narzekań wśród kierowców. Jazda samochodem dla wielu staje się po prostu nieopłacalna. Na znak protestu w sobotę w kilkudziesięciu miejscowościach w Polsce odbyły się blokady stacji paliw Orlen. Brzmi to groźnie, ale większość z tych akcji nie przyciągnęła wielu osób. Gdzieniegdzie nikt nie przyjechał. Jeden z protestów odbył się w Nowym Mieście nad Wartą
Protest pn. „Blokujemy Orlen” miał polegać na dwugodzinnym wstrzymaniu pracy stacji paliw. - Nie podoba nam się polityka Orlenu, który mimo kursu dolara i cen za baryłkę ropy śrubuje ceny na polskim rynku paliw. Nie jesteśmy również zadowoleni z tego, jak rząd (nie)radzi sobie z tym problemem – czytamy na stronie blokujemyorlen.pl.
Blokada w Nowym Mieście
Na liście miast, gdzie miały mieć miejsce blokady znalazło się również Nowe Miasto nad Wartą. Protest zasadniczo miał polegać na dwugodzinnym wstrzymaniu pracy stacji paliw – poprzez np. podniesienie maski w samochodzie i pozorowanie naprawy, płacenie jednogroszówkami czy tworzenie sztucznego tłumu, który w rzeczywistości paliwa nie kupował.
Blokada miała rozpocząć się o godz. 16:00. Praca stacji w Nowym Mieście przebiegała jednak bez najmniejszych utrudnień, a całość z oddali obserwował patrol policji. Dopiero około 16:40 na stację paliw podjechał motocykl, a później trzy samochody. Kierowca jednośladu usiadł na swoim pojeździe i zaczął przeglądać aktualności w telefonie, a kierowcy samochodów podnieśli maski i zaczęli powolnie czyścić szyby w swoich autach. Później do protestu dołączyło się jeszcze dwóch kolejnych motocyklistów i samochód osobowy.
- Dojazdy do szkoły kosztują. Uczę się w Środzie i trzeba tam dojeżdżać. Samochód nie jeździ na wodę, a ceny zwalają z nóg – powiedział nam Szymon, jeden z uczestników blokady.
Podobnego zdania był Aleksander, który jako jeden z pierwszych pojawił się na stacji w Nowym Mieście. – Z tego, co wyczytałem w całej Europie stawki poszły o 15-20 procent w górę, a w Polsce o 30-40 proc. Zarabiamy też nie najwięcej w tej Europie i nie możemy kupić tyle samo tego paliwa, co np. Niemcy czy Czesi. Myślę, że to fajna akcja, zobaczyłem to na TikToku, kolega przesłał mi informację, że jeden z protestów jest w Nowym Mieście. Pomyślałem, że muszę się tutaj znaleźć – dodał.
Oprócz tego na miejscu była dwójka rowerzystów, którzy przyjechali wesprzeć inicjatywę. Oni również mówili, że aktualne ceny paliw są dla nich nieakceptowalne. Całość akcji przebiegła bardzo spokojnie, a jeden z dystrybutorów był cały czas dostępny dla podjeżdżających. Kierowcy chcący się zatankować ze zrozumieniem podchodzili do inicjatywy i przejeżdżali do niezablokowanego przez protestujących dystrybutora.
Trzy lata wzrostów
Nam udało się pozyskać dane z ostatnich trzech lat, na których zapisane są comiesięczne ceny benzyny 95 na stacjach Orlen w Środzie. 12 czerwca 2019 roku na Orlenie przy ul. Kilińskiego za litr benzyny zapłaciliśmy 5,21 zł. Później ceny spadały – w październiku było już 4,92 zł, a gdy przyszedł czas epidemii – w maju 2020 roku za litr benzyny 95 płaciliśmy 3,92 zł.
W kolejnych miesiącach było już gorzej. W czerwcu 2020 roku zaczęły się wzrosty cen paliw. Najpierw płaciliśmy – wciąż akceptowalne - 4,14 zł, aby w grudniu cena paliwa wyniosła 4,51 zł. W kwietniu ubiegłego roku cena za litr benzyny wyniosła 5,16 zł, a w sierpniu już 5,71 zł. „Magiczne” 6,26 zł zobaczyliśmy na dystrybutorach w marcu. Dzisiaj za litr benzyny 95 trzeba zapłacić już ponad 7,80 zł.
– W najbliższych miesiącach nie ma nawet mowy o obniżce cen. To nietypowa sytuacja, bo z jednej strony wpływ mają tutaj światowe rynki oraz marże i zyski, jakie generują w tym czasie nasze rafinerie i koncerny Lotos oraz Orlen. W moim przekonaniu, jest to związane z koniecznością akumulacji środków na wypadek zbliżających się wyborów. Koncerny zasilą kasę wyborczą partii rządzącej i zrzucają się na to wszyscy Polacy - mówi „Średzkiej” prof. UAM dr hab. inż. Piotr Kwiatkiewicz z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, dawniej doradca zarządu Grupy Lotos S.A.
Zdaniem prof. Kwiatkiewicza, wiele zależy od huraganów, bo ich występowanie ma spore znaczenie w kontekście cen ropy na giełdach. Czy można spodziewać się obniżek cen jesienią? - Jeśli zdarzy się jeden czy drugi huragan, to nie będzie mowy o obniżkach cen. Trudno oszacować też, w jakim tempie będzie utrzymywała się inflacja. Możemy to skwitować mówiąc: taniej już było, taniej już nie będzie - dodaje prof. Piotr Kwiatkiewicz.
KK