muzyk
Przygodę ze śpiewem zaczęła już w przedszkolu. – Zdecydowanie wolałam śpiewać niż recytować wierszyki – wspomina. W podstawówce było podobnie. Pierwszy występ na scenie zaliczyła w wieku 5 lat w średzkim OK, kiedy w musicalu „Na trzepaku” zagrała… kropelkę. Już wtedy było widać, że jest „zwierzęciem scenicznym”. – Lubiłam i nadal lubię występować na scenie, trema mnie nie paraliżuje. Ale od zawsze miałam problem z zapamiętywaniem tekstów. Dlatego opanowałam umiejętność „szycia”, czyli wymyślania naprędce słów, których w tekście piosenki nie ma – śmieje się. Kiedy była w gimnazjum, wygrała konkurs poezji śpiewanej w OK. Spodobały się jej te klimaty, więc trafiła do Studni Poezji. A później rozpoczęła się wieloletnia przygoda z chórem Przemysława Piechockiego. Prawie 8 lat prób, występów okolicznościowych, przedstawień muzycznych. I jedna z głównych ról w musicalu „Chicago”. To właśnie wtedy postanowiła iść do szkoły muzycznej w Poznaniu na śpiew klasyczny. – To nie była dobra decyzja. Dużo się nauczyłam, ale śpiew klasyczny to nie jest moja miłość. Zdecydowanie bliższa mojemu sercu jest muzyka rozrywkowa – stwierdza. „Po drodze” był jeszcze wokal w średzkim zespole bluesowo-rockowym Indianer.
Po szkole muzycznej zaczęła się jej wielka przygoda z chórem Gospel Joy. Przygoda, która zmieniła nie tylko jej podejście do własnego głosu, ale która zmieniła jej życie. Przygoda, która trwa do dzisiaj, a zaczęła się od warsztatów w OK, zorganizowanych w marcu 2014 r. Po jakimś czasie sama poczuła misję nauczania śpiewu innych. – Przez wiele lat próbowałam nauczyć się tego, co nie było bliskie mojemu sercu, co nie było tak naprawdę moje. Można powiedzieć, że próbowałam znaleźć swoją nutę. W końcu ją znalazłam, za sprawą Gospel Joy i dyrygentki Agnieszki Górskiej-Tomaszewskiej. Teraz to ja chcę pomóc innym znaleźć swoją muzyczną drogę, by nie tracili czasu na śpiewanie nieswojej melodii – wyznaje. Założyła Pracownię Głosu „Wyśpiewana”, gdzie uczy, jak zdrowo śpiewać i jak akceptować swój głos, własne brzmienie. Jak muzycznie być sobą.
W Gospel Joy od ośmiu lat zdobywa mnóstwo doświadczeń muzycznych, ale też duchowych. Łączy muzykę z tym, w co wierzy i ma okazję robić to w ciekawy sposób. Oprócz koncertowania ogromnie ceni sobie warsztaty gospel, prowadzone przez muzyków z chóru w różnych częściach Polski. Sama już kilka razy prowadziła takie warsztaty. – Kiedy przez dwa dni jesteś z ludźmi na próbach tworzą się relacje. I zdarzają się wielkie odkrycia muzyczne. I wielkie odkrycia duchowe – podkreśla. Dużym przeżyciem było też dla niej tournée chóru po Kanadzie. Za ocean wylatywali dokładnie w jej urodziny. To był wspaniały muzyczny i duchowy prezent.
W tym roku gospel przeniosła na Współdzielnię, gdzie poprowadziła wakacyjne warsztaty, zakończone koncertem w parku Łazienki. A od roku w OK prowadzi chór rozrywkowy Na Głosy. – Rzeczywistość przerosła moje plany i oczekiwania, bo nie spodziewałam się, że zbierze się grupa tak ambitnych i uzdolnionych ludzi. Praca w tej grupie to dla mnie czysta przyjemność. Mieliśmy bardzo udany debiut w kwietniu i coraz więcej o nas słychać – podsumowuje. W planach ma też stworzenie Gospel Joy kids w Środzie i kontynuowanie zajęć umuzykalniających dla najmłodszych (0-3) w Dance Art. 
Czym jest dla niej muzyka? – To mój styl życia. I sposób spędzania czasu przez moją rodzinę, bo już nawet moje córeczki śpiewają. To też narzędzie do mówienia i śpiewania o Bogu, do docierania do ludzi z Ewangelią. Muzyka staje się narzędziem i platformą, łącznikiem między ludźmi. I prowadzi do Boga, czego doświadczyłam nie tylko ja, ale też inni ludzie, którym miałam przywilej towarzyszyć podczas ważnych życiowych przemian.