Krzysztof Kubiak: Gdyby mógł Pan opisać profil „średzkiego pacjenta” – jaki on jest po tych 20 latach pana pracy w Środzie?

Po dwóch dekadach pracy znam model pracy bardziej apteki geriatrycznej. To się oczywiście zmieniało w czasie, ale miejsce, w którym obsługuję pacjentów, znajduje się na najstarszym osiedlu mieszkaniowym w Środzie. Tu od lat mieszkają głównie seniorzy. Generalnie ten pacjent chciałby być przede wszystkim zaopiekowany. W większości przypadków jest to pacjent wielochorobowy, cierpiący na kilka schorzeń, biorący wiele leków i odwiedzający wielu specjalistów. Taka osoba wymaga opieki głębszej niż tylko zwykła sprzedaż leku czy podanie pudełka. Chodzi o zaangażowanie i realną chęć pomocy.

 

Na czym ta pomoc polega w praktyce?

Często zdarza się, że pacjentowi zepsuje się sprzęt – glukometr albo wstrzykiwacz do insuliny. Zawsze staramy się go zabezpieczyć: przekazać sprawny sprzęt, pomóc w obsłudze lub coś zamówić. Choć spotykamy pacjentów w każdym wieku, od dzieci po osoby w średnim wieku, to najbardziej doceniam kontakt ze starszymi. Dla nich jesteśmy ważnym ogniwem. Oni często nie mają siły, by jechać taksówką do lekarza, więc przychodzą do nas po szerszą poradę. Wtedy nawiązują się więzi. Mam wiernych pacjentów, którzy przychodzą do mnie od wielu lat i darzymy się wzajemnym szacunkiem.

 

Często pacjenci traktują farmaceutów jak „pomoc pierwszego kontaktu”?

Wynika to z naszej dostępności. Pacjent przychodzi z problemem po poradę, bo kontakt ze specjalistami jest utrudniony. Na NFZ czeka się długo, a prywatne wizyty wymagają funduszy, których nie zawsze starcza. Przychodzą więc do nas, żeby ich nakierować, opowiedzieć o swoich dolegliwościach i zrobić ten pierwszy krok przed pójściem do lekarza. Muszę jednak wyraźnie zaznaczyć granice: jesteśmy farmaceutami, nie lekarzami. Nie stawiamy diagnoz i nie leczymy. Czasami trzeba pacjentowi otwarcie powiedzieć: „Proszę udać się do specjalisty, ta sytuacja jest niebezpieczna, proszę nie ryzykować”. Możemy podpowiedzieć, do jakiego specjalisty warto się udać, ale nic ponadto. Aptek jest mnóstwo, są blisko domu, więc pacjentowi po prostu szybciej jest przyjść do jakiejkolwiek apteki niż dostać się do przychodni, szczególnie w takim okresie infekcyjnym jak teraz. Dodam, że nasza pomoc w aptece z pacjentem senioralnym to również analiza interakcji pomiędzy lekami, których pacjenci przyjmują wiele, i które mogą powodować różne komplikacje zdrowotne.

 

Mówi się o „paragonach grozy” w wielu dziedzinach, życia, a jak to wygląda w farmacji? Czy ceny leków faktycznie szybują w górę?

Szybują, niestety. Szczególnie od czasu pandemii w 2020 roku te ceny wzrosły kolosalnie. Wynika to z kosztów produkcji, ale też z faktu, że mamy bardzo długą listę deficytów. Brakuje strategicznych leków dla polskiego pacjenta. Okazało się, że główne substancje produkują Indie i Chiny. Czasy pandemii pokazały, jak bardzo jesteśmy uzależnieni od rynków wschodnich. Giganci farmaceutyczni przenieśli tam produkcję w poszukiwaniu taniej siły roboczej, a teraz koszty paliwa i energii uderzają w nas wszystkich. To naczynia połączone. Świetnie pokazuje to przykład leków recepturowych – fundusz nałożył limity tzw. kaganiec na ceny substancji i firmom przestało się opłacać ich wytwarzanie, bo koszty produkcji przewyższają cenę sprzedaży. Nikt nie będzie dokładał do interesu.

 

A jak radzą sobie seniorzy przy okienku, gdy cena ich przerasta?

Niestety zdarza się, że pacjent rezygnuje z leku, bo musi opłacić rachunki czy kupić jedzenie. Wtedy naszym narzędziem są odpowiedniki. Mamy wręcz obowiązek zaproponowania tańszego zamiennika. W wielu przypadkach istnieje alternatywa o tym samym składzie i działaniu, która pozwala zaoszczędzić kilka złotych.

Czy w sezonach grypowych, jak chociażby teraz musi pan dłużej szukać leków w hurtowniach? Brakuje ich?

Tak, bywa problematycznie. W zeszłym roku od połowy stycznia mieliśmy potężny wysyp grypy. Brakowało oseltamiwiru – jedynego w zasadzie leku, który podany w porę hamuje chorobę. Znajomi z różnych stron dzwonili i pytali, czy jesteśmy w stanie go załatwić. Po tamtej sytuacji hurtownie i producenci chyba lepiej zabezpieczyli stany, bo w tym sezonie dostępność tego leku była już dobra.

 

Darmowe leki dla seniorów – to realna ulga?

Myślę, że to duża ulga. Pacjenci chętnie z tego korzystają. Oczywiście czasem pojawia się pytanie: „Dlaczego nie mam tego darmowego?”, ale to lekarz decyduje o ordynacji. My nie mamy pola manewru ani możliwości korekty. Jednak dla portfela seniora to istotne wsparcie. Na liście są leki podstawowe, nowoczesne preparatu przeciwcukrzycowe, przeciwastmatyczne, kardiologiczne, a nawet insuliny nowej generacji i wiele innych. Większość leków przysługuje z automatu po osiągnięciu 65. roku życia, choć przy niektórych specjalistycznych preparatach wymagane są dodatkowe parametry zdrowotne.

Jak jako farmaceuta wspomina pan czasy covidowe?

Wspomnę na wstępie, że do dzisiaj nie mamy leków stricte na Covid-19 dostępnych w aptekach, czyli Paxlovidu. Lek sam w sobie jest, ale niedostępny w aptekach otwartych. A czasy Covidowe? Wtedy brakowało nawet podstawowych środków, jak paracetamol. Sytuacja była kuriozalna – brakowało połowy asortymentu, nawet opatrunków. Ludzie wykupowali wszystko na potęgę. Hurtownie wprowadzały deputaty, czyli wyliczone ilości, ile dana apteka może kupić. Ciężki czas.

Wiemy, że w niektórych aptekach można się szczepić. Średzianie chętnie z tego korzystają?

Tak, bardzo chętnie. Społeczeństwo dzieli się na tych, co się szczepią i tych, którzy tego nie robią – tak było i będzie. Polska ma ogólnie niską wyszczepialność, ale ja szczepię od pięciu lat i co roku widzę te same twarze. Ludzie wracają, chcą się chronić przed grypą, bo wiedzą, że profilaktyka jest ważna w ich wieku. Dochodzi do tego Covid-19, a teraz także nowość – medycyna podróży. Ludzie latają w egzotyczne miejsca i chcą się zabezpieczyć przed chorobami tropikalnymi. Ja zawsze zachęcam do szczepień, opierając się na nauce, a nie na informacjach z TikToka. Pacjenci widzą efekty i są zadowoleni.

 

Dyżury nocne w powiecie. Dlaczego jest z tym taki problem?

Problem leży w finansowaniu oraz braku personelu. Koszty prowadzenia dyżurów są wysokie, a magistrów farmacji jest po prostu zbyt mało, by obsadzić grafik 24 godziny na dobę. Moi znajomi, którzy prowadzą apteki całodobowe, mają ogromne trudności z układaniem grafików. Nowych adeptów farmacji ubywa. Dodatkowo, według obecnego prawa, nikt nie może zmusić apteki do dyżuru – panuje tu dowolność. Pełnienie dyżuru wymaga uchwały rady powiatu, podpisania umowy z NFZ i spełnienia wielu procedur. To nie jest „samowolka” właściciela, tylko skomplikowana siatka powiązań prawnych. Gdyby finansowanie tych świadczeń było godne, chętnych byłoby więcej, a obecnie nie jest to podyktowane dochodowością.

 

Pan sam spędził na dyżurach nocnych 15 lat. I jak to pan wspomina?

To była trudna przeprawa. Tryb nocny i tygodniowe dyżury cykliczne bardzo wybijają z rytmu. Zdarzały się sytuacje dramatyczne, ratowanie życia. Ale patrząc obiektywnie, sytuacje skrajne można policzyć na palcach rąk. Najczęściej dyżur nocny to sprzedaż np. testów ciążowych czy pojemników na mocz... Ludzie dzwonią o 5:00 rano po pojemnik, bo przypomnieli sobie, że muszą iść na badania. Albo w Boże Narodzenie o 4:00 rano telefon, bo skończyło się mleko dla dziecka. Jako dorośli ludzie powinniśmy mieć podstawowe zasoby ważnych leków, preparatów w domu, ale rzeczywistość bywa inna.

 

Co czeka branżę w najbliższych latach? Cyfryzacja, rewolucja?

Pod względem cyfryzacji, np. e-recepty, jesteśmy daleko przed naszymi zachodnimi sąsiadami. To był strzał w dziesiątkę, bez e-recepty w pandemii system by leżał. Choć proces legislacyjny wciąż rodzi problemy, bo bywają błędne dawkowania, błędy w wystawianiu recept to kierunek jest dobry. Cała branża się zmienia, bo postępuje „sieciowienie” aptek i fuzje. Indywidualnym farmaceutom będzie coraz trudniej, dlatego to właśnie w relacjach i opiece nad pacjentem musimy szukać swojej przewagi.

 

Co powinno znaleźć się w domowej apteczce każdego mieszkańca Środy?

Przede wszystkim zapas leków na własne, przewlekłe choroby. Do tego leki przeciwgorączkowe, przeciwbólowe, opatrunki, elektrolity, leki przeciwbiegunkowe i rozkurczowe oraz coś na oparzenia. Warto mieć taką gotową listę i sprawdzić ją, zanim wydarzy się sytuacja kryzysowa. Lepiej coś mieć w szafce niż budzić się w nocy z brakiem podstawowego leku dla dziecka czy siebie samego.

 

ROZMOWA Z "GAZETY ŚREDZKIEJ" NR 11/1583 Z DNIA 19.03.2026 R.