Słyszymy m.in. o badaniach geriatrycznych dla zwierząt, co dla wielu może być zaskoczeniem. Czy ten rozwój medycyny weterynaryjnej sprawia, że życie zwierząt realnie się wydłuża, czy jednak biologii nie da się oszukać?

Dariusz Zawitaj: Ten okres życia znacząco się wydłużył i wynika to z wielu czynników. Przede wszystkim z upowszechnienia szczepień profilaktycznych oraz wzrostu świadomości właścicieli. Poprawiło się żywienie dzięki karmom komercyjnym. Mają bardzo dobre składy, wspomagają zwierzęta na wielu frontach. Z punktu widzenia medycznego, na ten moment nie mamy niemal ograniczeń w diagnostyce czy leczeniu. Dysponujemy tym samym, co medycyna ludzka od aparatów USG i analizatorów morfologii, po tomografię i rezonans magnetyczny. Jedynym realnym ograniczeniem bywa zasobność portfela właściciela.

 

Wspomniał pan o kosztach. Tomografia czy rezonans kojarzą się z bardzo wysokimi kwotami.

To zależy, do czego te ceny odniesiemy. Relatywnie są to wysokie koszty, ale w zestawieniu z procedurami w medycynie ludzkiej stanowią ułamek ich cen. W przypadku ludzi tych kwot często nie widzimy, bo rozliczane są najczęściej przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Niemniej jednak badania obrazowe to wydatki rzędu tysięcy złotych.

 

Czy mimo tak zaawansowanej technologii istnieją schorzenia, wobec których weterynaria wciąż pozostaje bezradna?

Tak, podobnie jak w medycynie ludzkiej. Zdarza się, że możemy jedynie wspomagać zwierzę lub wdrożyć leczenie terminalne, czyli przeciwbólowe. Wchodzimy wtedy w sferę, gdzie koniec jest nieuchronny i trzeba rzetelnie wyważyć rachunek zysków i strat, by podjąć decyzję o dalszym postępowaniu. Często także o eutanazji zwierzęcia.

 

Co z medycznego punktu widzenia klasyfikuje zwierzę do zabiegu eutanazji?

Najczęściej są to niewydolności wielonarządowe. U kotów jest to zazwyczaj niewydolność nerek. Po przekroczeniu pewnych parametrów zwierzę po prostu zaczyna cierpieć. Drugą grupą są choroby nowotworowe z przerzutami, gdzie pozostaje tylko terapia przeciwbólowa. Kolejną kwestią są paraliże niepoddające się leczeniu chirurgicznemu ani fizjoterapii, gdy zwierzę nie jest w stanie samodzielnie się poruszać i załatwia potrzeby fizjologiczne pod siebie. Tutaj pojawia się największy problem, ponieważ zwierzę wizualnie może wyglądać niemal normalnie. Właścicielowi trudno podjąć decyzję, sądząc, że skoro zwierzę je, to czuje się dobrze. Jednak w takich stanach pies czy kot może trwać latami bez żadnego komfortu życia. W przeciwieństwie do ludzi, zwierzęta nie mają poczucia czasu. Dla nich liczy się to, by w danej chwili żyć bez bólu. Choć brzmi to brutalnie, eutanazja jest tu bardziej aktem miłosierdzia, pozwoleniem na godne odejście.

 

Rozmowy z opiekunami o zakończeniu życia ich przyjaciela muszą być niezwykle trudne. Jak reagują ludzie?

To są bardzo trudne rozmowy. Reakcje są różne, od zrozumienia po silny mechanizm wyparcia i nadzieję, że zwierzę odejdzie samo. Staramy się wtedy przedstawić to z innej perspektywy: że to pomoc, a nie poddanie się w walce.

 

Często pojawia się lęk czy zwierzę nie będzie miało nam "za złe" tej decyzji. O tym mówią właściciele, bo czworonogi to ich przyjaciele. Jakich argumentów pan używa w takich chwilach?

Głównym argumentem jest kwestia cierpienia. To, że zwierzę nie skomle i nie piszczy, nie oznacza, że nie cierpi. Zwierzęta są mistrzami w ukrywaniu bólu, co wynika z ich natury. W stadzie osobnik okazujący słabość byłby wykluczony. U kotów istnieją nawet specjalne grafiki obrazujące skalę bólu na podstawie mimiki, co dla lekarza jest jasnym sygnałem. Często właściciele myślą, że starszy pies po prostu spowolniał z wieku, a po podaniu silnego leku przeciwbólowego okazuje się, że zwierzę nagle odżywa. To pokazuje, jak silny ból odczuwało wcześniej.

 

Kiedy nadchodzi moment, w którym należy powiedzieć "stop"?

Sygnałami alarmowymi są: brak reakcji na leki przeciwbólowa, nawet te najsilniejsze, brak apetytu, problemy z oddawaniem moczu i kału oraz utrata wagi. To oznacza, że zwierzę "umiera za życia". W aspekcie leków przeciwbólowych warto wspomnieć, że weterynaria dysponuje lekami kilkudziesięciokrotnie silniejszymi niż w przypadku morfiny, często stosowanej u ludzi w leczeniu bólu. Bywa i tak, że nawet tak skrajnie silne leki nie przynoszą rezultatu łagodzącego.

 

Jak technicznie wygląda zabieg eutanazji? Czy jest on bolesny?

Zabieg nie jest bolesny. Zaczynamy od podpisania zgody przez właściciela. Następnie zwierzę otrzymuje sedację, czyli tzw. głupiego Jasia, tak to kolokwialnie się określa. Traci świadomość i zasypia w ciągu około 20 minut. Dopiero gdy zwierzę śpi, podajemy dożylnie środek, który zatrzymuje układ krążenia. Działa on często już nawet w kilka sekund.

 

Czy właściciele mogą towarzyszyć zwierzęciu do samego końca?

Zazwyczaj prosimy, aby właściciel był obecny przy sedacji, gdy zwierzę zasypia, ale przy samym podaniu zastrzyku ostatecznego sugerujemy wyjście. Robimy to, by oszczędzić opiekunowi widoku ewentualnych reakcji fizjologicznych, takich jak skurcze czy odruchy pośmiertne, które są naturalne, ale dla laika mogą być drastyczne. Szczególnie, że mówimy tutaj o odejściu kogoś bliskiego. Jeśli jednak ktoś bardzo się upiera, pozwalamy zostać.

 

Zwierzę odchodzi i co dalej? Jakie są legalne opcje pochówku w Polsce?

Prawnie istnieją trzy możliwości: pochówek indywidualny, czyli kremacja indywidualna, pochówek zbiorowy, czyli kremacja z grupą innych zwierząt oraz cmentarz dla zwierząt. W przypadku kremacji indywidualnej właściciel otrzymuje prochy w urnie. Przy zbiorowej takiej możliwości nie ma. Co ważne, nie ma możliwości wydania ciała zwierzęcia do samodzielnego pochowania, na przykład w ogrodzie. To jest konieczne do podkreślenia.

 

Mimo to niekiedy słyszymy, że przydomowe ogrody bywają miejscami spoczynku. Co grozi za taki krok?

Jest to sankcjonowane prawnie ze względu na skażenie środowiska. Jeśli ktoś udowodni, że takie działanie naraziło np. ujęcie wody, koszty dochodzenia i kary są ogromne. Myślę, że w ciągu najbliższych lat, wraz z pełną ewidencją i obowiązkiem czipowania, taka praktyka zostanie całkowicie ukrócona. Każde zwierzę będzie w krajowej bazie danych, z informacją o jego zgonie i sposobie utylizacji lub pochówku. Trochę jak z człowiekiem. Zwierzęta będą miały kody na wzór numerów PESEL i trudno będzie cokolwiek tutaj ukryć. To kwestia czasu, aż prawo się ureguluje w tym kierunku.

 

Na co najczęściej decydują się właściciele w naszym regionie po śmierci czworonogów?

Najczęściej na kremację zbiorową, głównie ze względu na koszty. Kremacja indywidualna to wydatek rzędu 1200–3000 złotych, w zależności od wagi zwierzęcia i wybranych opcji dodatkowych. Same prochy można już legalnie trzymać w domu lub rozsypać w ogrodzie, ponieważ nie stanowią one zagrożenia epizootycznego. Choć jest to już lekki biznes. Z prochów można stworzyć np. diament pamiątkowy, jest cały katalog tych usługi i firmy jakkolwiekby to nie brzmiało, prześcigają się w ofertach.

 

Gdzie w okolicy Środy znajdują się cmentarze dla zwierząt?

Najbliższe miejsca to Nekla oraz Swarzędz. Zauważam jednak, że potrzeba takich miejsc rośnie. Zmienia się nasza kultura dla wielu osób zwierzęta zastępują dzieci i są traktowane jak pełnoprawni członkowie rodziny. Firmy zajmujące się kremacją notują z roku na rok duży progres w liczbie zgłoszeń.

 

Czy zdarzają się sytuacje, w których odmawia pan eutanazji?

Tak, choć rzadko. Najtrudniejszymi momentami są określane przez weterynarzy tzw. porządki przedświąteczne lub okresy wakacyjne. Zdarza się, że ludzie chcą uśpić starsze, gorzej wyglądające zwierzę, bo przyjeżdża rodzina albo wyjeżdżają na urlop i pies staje się problemem. To jest przerażające, ale niestety spotykane w naszej profesji.