List otwarty, podpisany przez dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy Anetę Kłopot-Wartecką oraz zastępcę dyrektora Katarzynę Kowalską-Jakubowską, jest wyrazem sprzeciwu wobec decyzji zapadających na szczeblu centralnym.
Zarządzające średzkim urzędem wskazują, że decyzja o drastycznym ograniczeniu środków jest dla nich niezrozumiała i niedopuszczalna. Dzieje się to w momencie, gdy urzędom przybywa obowiązków związanych z nowymi przepisami, a wachlarz osób wymagających aktywizacji stale się poszerza.
Fundusz Pracy to nie tylko abstrakcyjne cyfry w budżecie, ale konkretne pieniądze przeznaczone na szkolenia, staże, bony, prace interwencyjne czy dotacje na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Z pisma wynika, że odebrano niemal 70 procent tych środków. - Ograniczenie tych środków oznacza jedno, urząd pracy staje się miejscem rejestracji, a nie realnej pomocy. A przecież to nie po to został stworzony system publicznych służb zatrudnienia - piszą w liście dyrektorki.
Sytuacja ta rodzi ogromne napięcia na linii urzędnik-klient. To pracownicy lokalnego pośredniaka muszą tłumaczyć bezrobotnym, dlaczego nie ma pieniędzy na staż czy szkolenie, przyjmując na siebie frustrację i niezadowolenie mieszkańców. Tymczasem decyzje o cięciach zapadają daleko poza murami średzkiego urzędu. Dyrekcja zwraca uwagę, że każda kolejna reforma rynku pracy, zamiast usprawniać system, wprowadza chaos i dezorganizację, nakładając nowe zadania bez zapewnienia odpowiedniego finansowania. W tym kontekście kierownictwo PUP w pełni popiera oburzenie wyrażone przez NSZZ Solidarność, przypominając, że Fundusz Pracy tworzony jest ze składek pracowników i pracodawców, więc jego zamrażanie podważa sens polityki rynku pracy.
Problem jest bardzo realny i dotyka konkretnych ludzi, co potwierdzają reakcje mieszkańców na opublikowane pismo. Głos w sprawie zabrała między innymi osoba po 50. roku życia, która obecnie odbywa staż. Zwraca ona uwagę, że problemem nie jest brak chęci do pracy, ale brak możliwości zatrudnienia po zakończeniu stażu z powodu braku środków. - Staż bez perspektywy pracy nie jest aktywizacją, lecz zawieszeniem w próżni. Dlatego tak ważne jest to, o czym Państwo piszą: bez realnego finansowania urząd pracy staje się miejscem rejestracji, a nie realnej pomocy - komentuje mieszkanka.
Dyrektor Aneta Kłopot-Wartecka i jej zastępczyni ostrzegają, że dzisiejsze oszczędności są tylko pozorne. Brak inwestycji w aktywizację zawodową w przyszłości przełoży się na wyższe koszty społeczne, w tym większą liczbę osób uzależnionych od świadczeń i głębsze wykluczenie społeczne. - Nie da się skutecznie realizować zadań, gdy zabiera się narzędzia, a oczekiwania stale rosną - podsumowują autorki listu.
(kóz)
