„Ja bym dał wiadra z solą tym, co siedzą na stołkach i kawkę spijają” – to tylko jeden z komentarzy, jakie można było przeczytać w sieci, gdy powiat skuła gołoledź. Wylewanie pomyj na zarządców dróg i operatorów pługopiaskarek stało się naszym lokalnym sportem zimowym, uprawianym z zapałem godnym lepszej sprawy. Najpopularniejszy argument? „Zima znów zaskoczyła drogowców”. W obliczu zjawisk, z jakimi mieliśmy do czynienia w niedzielę i poniedziałek – po prostu niesprawiedliwe i zwyczajnie głupie.
Fakty są takie, że służby drogowe nie spały. Sprzęt pracował już w niedzielę, a w poniedziałek wyjechał na trasy o godzinie 4:00 rano. Jednak powiat to setki kilometrów dróg. Fizyki i logistyki nie da się oszukać krzykliwym komentarzem na Facebooku. Piaskarka porusza się z określoną prędkością, ma ograniczoną pojemność i nie posiada zdolności teleportacji. W momencie, gdy pada marznący deszcz, sytuacja zmienia się dynamicznie z minuty na minutę. Posypana nawierzchnia chwilę później może zostać zmyta przez deszcz, który natychmiast zamarza.
Oczekiwanie, że w momencie wystąpienia ekstremalnej gołoledzi każda droga w powiecie będzie czarna i sucha, jest myśleniem życzeniowym, oderwanym od realiów. To tak, jakby mieć pretensje do lekarzy, że podczas epidemii grypy w poczekalni są kolejki, mimo że przychodnia jest otwarta.
Zarzut, że „wiadomo było od kilku dni”, jest chybiony. Wiedza o prognozie pogody nie daje drogowcom magicznej różdżki, która powstrzyma zamarzanie wody w całym powiecie jednocześnie. Sól potrzebuje czasu i ruchu samochodów, by zadziałać. Wylewanie frustracji na ludzi, którzy w trudnych warunkach, często w środku nocy, robią co mogą, by udrożnić szlaki komunikacyjne, świadczy jedynie o braku wyobraźni hejterów.
Zbigniew Król
zbigniew.krol@gazetasredzka.pl
