Dziś bardzo łatwo jest zrobić komuś krzywdę, szczególnie w internecie, gdzie tak beztrosko wypisuje się różne bzdury, często anonimowo. Młodzi ludzie pokazali, że mają dość, że nie zgadzają się na wykluczanie, obrażanie i raniące słowa. Trzeba więc o tym mówić głośno, dyskutować, pokazywać, że hejtowanie to straszliwa broń, która ma swoje realne i bardzo poważne konsekwencje. I dotyczy to nie tylko dzieci i młodzieży.

 

Coraz częściej dorośli, często piastujący odpowiedzialne stanowiska, stają się ofiarami internetowej nagonki. A może nawet częściej stają się jej autorami. Wylewanie pomyj w sieci stało się – niestety – czymś powszechnym, a anonimowość dodaje odwagi tym, którzy w realnym życiu nie mieliby śmiałości powiedzieć złego słowa.

 

Co robić, by powstrzymać tę lawinę? Najważniejsza jest edukacja i rozmowa. Trzeba pokazywać konsekwencje, nie tylko te najbardziej drastyczne, które prowadzą do tragedii. Musimy uczyć się panować nad swoją złością, która tak często powoduje, że zamiast ugryźć się w język i zastanowić nad słowami, strzelamy nimi jak z karabinu maszynowego, bez opamiętania.

Protest rolników w minionym tygodniu sparaliżował wiele dróg w naszym regionie. Wiem, że blokowanie dróg wszystkich nas, którzy podróżujemy, jedziemy do pracy czy wracamy do domu, po prostu irytuje. A jednak, jeśli wsłuchamy się w rolnicze argumenty, nie sposób w wielu przypadkach nie przyznać im racji.

 

Problemy, z jakimi boryka się polskie rolnictwo, są złożone i sięgają głębiej niż tylko do kwestii cen zbóż czy opłacalności produkcji. To często walka o przetrwanie tradycyjnych gospodarstw w obliczu zmieniających się regulacji i warunków rynkowych. 

 

Można dyskutować o formie protestu i tym, czy ulica jest najlepszym miejscem na wyrażanie sprzeciwu. Ale gdzie mają protestować? W Sejmie? W gabinetach, które często są dla nich zamknięte? Ulica to ostatnia deska ratunku, miejsce, gdzie ich głos jest najgłośniejszy. Nie oceniajmy pochopnie. Spróbujmy zrozumieć.

 

Zbigniew Król

zbigniew.krol@gazetasredzka.pl