Zbigniew Król - Pamięta pani swój pierwszy projekt europejski?

Iwona Rutkowska-Krause - Oczywiście. To była przebudowa bloku operacyjnego i centralnej sterylizatorni w naszym szpitalu. Do Unii Europejskiej weszliśmy w maju 2004 roku. 30 czerwca 2005 Urząd Wojewódzki ogłosił pierwszy konkurs. Projekt był wart około 2 mln zł, co na tamte czasy było naprawdę poważną kwotą. Wszystko dobrze nam poszło. 


Zanim napisała pani ten pierwszy projekt, były jakieś szkolenia?

Zatrudniał mnie starosta Paweł Łukaszewski, który znał moje doświadczenie. W poprzedniej mojej pracy, w Instytucie Włókien Naturalnych w Poznaniu, zajmowałam się m.in. grantami naukowo – badawczymi, współfinansowanymi ze środków europejskich. Wiedziałam więc, na czym polega pisanie projektów i później ich rozliczanie. Ale także szkoliłam się, był kurs na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, studia podyplomowe na Uniwersytecie Ekonomicznym, potem wiele innych szkoleń. 


Paweł Łukaszewski napisał, że zatrudnienie pani było jego największym sukcesem personalnym...

Naprawdę miło usłyszeć takie słowa. 


Trudno pisze się projekty unijne? Pytam, bo tak wiele mówi się o unijnej biurokracji.

Napisanie dobrego projektu, który zostanie zakwalifikowany do dofinansowania, to 10 procent sukcesu. 90 procent to jego prawidłowa realizacja i rozliczenie. W projektach tego rodzaju najważniejsze są osiągane wskaźniki, bo jeżeli ich nie osiągniemy, to na beneficjenta nakładane są konsekwencje w postaci reguły proporcjonalności. Czyli proporcjonalnie do nieosiągniętego wskaźnika umniejszane jest dofinansowanie.

Rozliczenie bywa więc kłopotliwe. A jednak chciałabym bronić tej formy, bo niestety czasami inwencja beneficjantów, próbujących wprowadzać na przykład te same wydatki do różnych projektów, bywa porażająca. Nie uważam więc, że kontrolerzy są w stosunku do nas złośliwi. Mało tego, opiekunowie projektów, które ja realizowałam naprawdę są pomocni. Poza tym starają się wykonywać jak najlepiej swoją pracę, bo sami są kontrolowani przez instytucje europejskie.


Instytucje europejskie kontrolują także bezpośrednio jakieś projekty?

Mieliśmy jeden taki przypadek. Realizowaliśmy projekt dotyczący zajęć pozalekcyjnych w Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Środzie. Wtedy gościliśmy komisarzy europejskich w szkole. Na początku komisarze byli zasadniczy, ale skończyło się bardzo dobrze, z pochwałami włącznie. Koordynatorką merytoryczną tamtego projektu była Ewa Barczyńska.

Generalnie mam wielką satysfakcję ze współpracy z ludźmi, którzy razem ze mną zajmują się projektami. To chociażby Ania Ziętek, która działa razem ze mną od lat, ale także wiele innych osób, fachowców z różnych obszarów. Wiadomo przecież, że nie znam się na wszystkim i potrzebuję do pracy nad projektem osoby z bardzo konkretną wiedzą. 


Iloma projektami unijnymi zajmowała się pani przez te 20 lat?

Myślę, że było ich ponad sto. To oczywiście nie były tylko projekty samorządu powiatowego, ale także powiatowych jednostek, instytucji, głównie Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, z którym współpracuję od lat, Stowarzyszenia SOS i Krąg. Dzięki doskonałej współpracy z p. dyrektor Bernadetą Staszak udało nam się zrealizować fantastyczne projekty, na przykład dla seniorów. 


Najtrudniejsze projekty?

Chyba przebudowa ulicy Brodowskiej i budynku przy Małej Klasztornej. Brodowska, wraz z przebudową ulicy Żwirki i Wiry i częściowo Wrzesińskiej, dostała dofinansowanie w wysokości około 10 mln zł. To były ogromne pieniądze i wielka radość, kiedy je dostaliśmy. Tym bardziej, że generalnie projekty drogowe zazwyczaj są dofinansowane w 50 procentach, a w tamtym konkursie dostaliśmy 80 procent.

Natomiast Mała Klasztorna była finansowana z różnych źródeł. Efekt każdy może zobaczyć sam.


A co się nie udało?

Nie udało nam się uzyskać dofinansowania na budowę nowego skrzydła szpitala. Ogromne pieniądze poszły do trzech innych jednostek - Wrześni, Jarocina i Gniezna. Każda z nich miała potem wiele problemów, także inwestycyjnych. 

My jako powiat musieliśmy wybudować skrzydło szpitala sami, ze środków powiatowych. Potem na otwarcie przyjechał marszałek województwa i podziwiał, jak nam wspaniale poszło. A ja odczuwałam jednak żal, bo Urząd Marszałkowski nie docenił, jak dobrze przygotowany był nasz projekt. 


Czy musieliście zwracać jakieś pieniądze?

Kontrole są bardzo szczegółowe, więc oczywiście kontrolerzy mogą coś znaleźć. Nigdy na szczęście nie musieliśmy zwracać żadnych dużych pieniędzy. Zazwyczaj były drobiazgi. Na przykład kiedyś kupowaliśmy aparaturę medyczną dla szpitala, a dostawca dołączył do niej papier do EKG i ujął to na fakturze. Papieru w projekcie nie można było rozliczać, więc pieniądze trzeba było oddać. gdyż był to koszt niekwalifikowany.


Czy w ciągu 20 lat bardzo zmieniły się procedury europejskie dotyczące pozyskiwania środków?

Nie. Zmieniły się jedynie formy aplikowania o środki. Natomiast same procedury są podobne. Nie mam też większych problemów ze znajdowaniem interesujących nas projektów. W zakładce "Ulubione" mam w komputerze wszystkie potrzebne linki. Śledzę także informacje, co może w najbliższym czasie się wydarzyć.


To bardzo ciekawe. Co w takim razie może się wydarzyć?

Jestem już po rozmowie z władzami powiatu, ponieważ jesienią mają zostać ogłoszone dwa bardzo ciekawe konkursy. Jeden dotyczy rewitalizacji obiektów znajdujących się w strefie ochrony konserwatorskiej. Drugi dotyczyć ma kultury i turystyki. Czekamy na szczegóły, ale moim zdaniem będziemy mogli aplikować o środki na remont zabytkowej parowozowni kolei wąskotorowej. Wąskotorówka to bezapelacyjnie nasza perełka, a parowozownia jest w fatalnym stanie. Mam nadzieję, że tym razem uda się pozyskać środki. 


Kiedy patrzy pani na Środę i powiat, czuje pani satysfakcję, że tyle udało się zrobić w ciągu 20 lat bytności Polski w Unii Europejskiej i tak mocno przyłożyła pani do tego swoją rękę?

Oczywiście widzę, jak Środa i powiat się zmieniają. To ogromna satysfakcja, dlatego tak bardzo lubię moją pracę. 

Jest szereg projektów, które sprawiły mi wielką przyjemność. O części już mówiłam. Wspomnę jeszcze o budynku przy ulicy Szkolnej koło kolegiaty, gdzie mieści się Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu p. dyrektor Staszak nie tylko udało się ten budynek zmodernizować, ale także odkupić od gminy za środki unijne. 

Były termomodernizacje dwóch szkół, budynku PUP i Poradni Psychologiczno – Pedagogicznej, potężny projekt dotyczący budowy pracowni w Zespole Szkół Rolniczych i Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego, fotowoltaika dla 411 domów z 85-procentowym dofinansowaniem, ogromne środki na funkcjonowanie ośrodka Rodak. Stadion lekkoatletyczny, który zyskał certyfikat upoważniający do organizowania na nim mistrzostw Polski. Od początku byłam też związana z Liderem Zielonej Wielkopolski, udało się pozyskać pieniądze na przygotowanie strategii, dzięki której wiele podmiotów z terenów wiejskich dostało dobre dofinansowania.

Pracowałam także przy kilku projektach gminnych, m.in. przy budowie ulicy Bukowej, czy Nowych Łazienkach, ale także przy nowym stadionie piłkarskim, który był ogromnym wyzwaniem. 

Bez środków unijnych nasze miasto i powiat wyglądałyby zupełnie inaczej.

 

W ciągu 21 lat projekty, które Iwona Rutkowska-Krause przygotowywała wspólnie z fachowcami z różnych branż przyniosły powiatowi średzkiemu około 200 mln zł