Urodziła się w Środzie Wielkopolskiej, choć nie mieszkała tu przez cały czas. Pochodzi z Pięczkowa, jednak to właśnie Środa jest dziś jej miejscem na ziemi. Klaudia Kundys z wykształcenia jest informatykiem po technikum we Wrześni oraz grafikiem po studiach. Z technikum najlepiej wspomina bycie jedyną dziewczyną w klasie zdominowanej przez chłopaków.

 

– To była niezła szkoła charakteru! Na studiach z kolei uwielbiałam przedmioty kreatywne: rzeźbę, malarstwo i rysunek. Miałam też szczęście trafić na wykładowcę fotografii „starej szkoły”, dzięki któremu mogłam poznać tajniki warsztatu, których dziś już prawie się nie praktykuje – opowiada Klaudia Kundys.

Śmieje się, że na co dzień balansuje między rolą mamy, żony i fotografki.

– Te role mocno się przenikają, bo macierzyństwo nauczyło mnie cierpliwości, która jest niezbędna podczas sesji. Nic tak nie uspokaja rodziców na sesji rodzinnej jak to, że dostosowuję tempo pracy do najbardziej wycofanego członka rodziny, czyli nieśmiałego dziecka – dodaje. Marzy również o zgłębieniu tematyki położnictwa. Aparat towarzyszył jej od dzieciństwa. Pamięta Kodaki na kliszę, kamerę mamy oraz cyfrówkę siostry, którą chętnie podkradała.

 

Fotografowała, kiedy tylko się dało, nawet gdy jej telefon oferował bardzo niską jakość zdjęć. To za sprawą męża zaczęła pokazywać swoje prace szerzej. Spora była także rola teścia, który motywował do kolejnych publikacji. Dziś jest fotografką na pełen etat, chętnie wybieraną przez średzian. – To niesamowity zaszczyt być z ludźmi w najważniejszych chwilach w ich życiu. Świadomość, że te zdjęcia będą oglądane za 20 czy 50 lat, być może już z wnukami, i że dzięki nim moi klienci znów poczują te same emocje, daje mi ogromne spełnienie. Czuję się trochę tak, jakbym zatrzymywała dla nich czas – mówi.

 

Podkreśla, że w tej pracy największą radością jest dla niej pozytywny feedback i powracający klienci. Zdarza się, że z jedną rodziną spotyka się nawet cztery razy w ciągu roku. Dla wielu średzkich rodzin nie jest już tylko fotografką, lecz dobrą znajomą. Z uśmiechem dodaje, że najtrudniejszym elementem pracy bywa… znalezienie miejsca parkingowego podczas fotografowania poznańskich ślubów. – Moim wielkim marzeniem jest łączenie fotografii z podróżami. Chciałabym uwieczniać najdalsze zakątki świata, skupiając się na krajobrazach. To dla mnie czysta forma kolekcjonowania wspomnień. Jednak na gruncie ludzkim marzę o sfotografowaniu jak największej liczby kobiet. Chcę im pokazać ich własne piękno i uświadomić, że warto na chwilę się zatrzymać i zrobić coś tylko dla siebie – podkreśla Klaudia Kundys.

 

Przyznaje, że to rodzina daje jej największy napęd do działania. W domu jej mąż Jakub jest specjalistą od klocków, ona z kolei przejmuje inicjatywę przy pracach manualnych i kreatywnych zabawach z dziećmi. Jej wielką miłością są także muzyka oraz poznański Kolejorz. Kocha pieczenie i gotowanie – kuchnia jest dla niej wyjątkowym miejscem.