Dlaczego właściwie potrzebny jest remont dachu i z czego to wynika?
Wynikło to przede wszystkim z czasu, który upłynął od zakończenia budowy kościoła. To było ponad trzydzieści lat temu - wtedy położono na dachu papę termozgrzewalną. Była to papa bardzo dobrej i wysokiej jakości, sprowadzana z zagranicy, która miała gwarancję maksymalnej wytrzymałości na około 20 lat. Ten czas dawno minął. Na szczęście wytrzymała, chociaż była już skruszona, co oznaczało, że jej jakość słabnie. Kiedy w 2019 roku przyszedłem do parafii św. Józefa w Środzie, spotkałem się z księdzem kanonikiem Andrzejem Marciniakiem – budowniczym kościoła i pierwszym proboszczem. Już w pierwszym roku mojego pobytu przypominał mi: „pamiętaj, żebyś założył na dachu blachę, najlepiej miedzianą, bo tak jest od początku w projekcie”.
Lata mijały i w końcu trzeba było to zrobić. Ponadto miedź była w projekcie i świetnie koresponduje z resztą obiektu, bo jeśli popatrzymy na kościół z boku i od dołu, wszystkie opierzenia są wykonane właśnie z miedzi. Materiał ten zmienia swój kolor pod wpływem czasu i warunków atmosferycznych, ale wszyscy fachowcy mówią zgodnie, że miedź jest po prostu wieczna.
Czy były już widoczne jakieś znamiona uszkodzeń?
Na szczęście nic nie zaczęło odpadać ani przeciekać, ale baliśmy się, że gdyby przyszła burza z potężnym gradobiciem, dach uległby uszkodzeniu. A gdy dach jest uszkodzony, rodzi to kolejne szkody, bo woda płynie do kościoła przez strop. Trzeba jednak dodać, że niektóre elementy, jak latarnia na kopule z wielkim krzyżem ze stali nierdzewnej oraz krzyż na wieży, zrobione były podczas budowy i są takiej jakości, że nie wymagają żadnego remontu. Została nam tylko ta reszta dachu.
Cieszy fakt, że mamy tu lokalnego wykonawcę. Trudno było znaleźć kogoś do takiego zadania?
Bardzo się z tego cieszę, że remontu podjęła się firma pana Andrzeja Dzierzyńskiego, Dekarbud z Koszut. Pan Andrzej wspominał mi o dachu kościoła przy okazji spotkań w Cechu Rzemiosł, sugerując, że powoli trzeba już o tym myśleć i się przygotowywać.
Przygotowania polegały głównie na zgromadzeniu funduszy na zakup materiałów. Dokonuje się to na raty. Wiemy, że ceny miedzi stale się wahają i rosną. W ubiegłym roku, na przełomie maja i czerwca, zakupiliśmy pierwszą partię blachy, która wystarczyła na niecałą połowę dachu. Teraz, po zakończeniu odwiedzin kolędowych, hojnym i życzliwym wsparciu parafian, ale i nie tylko, kupiliśmy drugą partię blachy.
Jak długo jeszcze będą trwały prace?
Prace zaczęły się po wakacjach. Jesteśmy prawie na końcówce, zostało przedostatnie pole dachu oraz ostatnia, największa część przylegająca do wieży. Wszystko zależy od pogody. Wykonawca jest bardzo solidny, bo mimo srogiej zimy i mrozów, jeśli tylko było sucho i nie padał deszcz ani śnieg, to prace powoli postępowały naprzód.
Podziwiałem niejednokrotnie pracowników, że wytrzymują takie zimno. Proponowałem nawet szefowi firmy zrobienie przerwy zimowej, ale ci pracownicy mają lata doświadczeń, praktykę i zwyczajnie lubią to robić. To widać, sami o tym mówią. My nie musimy wymuszać żadnych sztywnych terminów, ale panowie po prostu chcą. Wszystko jest robione zgodnie ze sztuką dekarską.
Wchodził ksiądz na górę ocenić postępy?
Byłem raz zobaczyć, ale mam troszeczkę lęk wysokości, więc dla mnie to za wysoko. Tam muszą pracować fachowcy. Żeby zobaczyć efekty, wystarczy dron. Na zdjęciach i filmach najlepiej widać, jak to wygląda. Można też wejść na czwarte piętro naszej wieży albo do parafian na czwarte piętro w blokach obok, na kawę, i podziwiać dach z góry.
Pojawiły się „cegiełki” z blachy miedzianej. Cieszyły się zainteresowaniem?
Tak, bardzo się ucieszyłem, że prawie sto osób nabyło taką cegiełkę, składając ofiary od stu złotych wzwyż. Pozwoliło to na zakupienie chociażby tej drugiej partii blachy. Co ciekawe, niewykorzystane kawałki miedzianej blachy są wycinane w formacie przypominającym kartę bankomatową. Zgodnie z życzeniem ofiarodawców, możemy wygrawerować na nich imiona i nazwiska, co zostaje w domach jako wspaniała pamiątka i świadectwo zaangażowania rodziny w dokończenie budowy. Nadal można przychodzić i się na nie zapisywać.
Oczywiście tradycyjne ofiary niedzielne również w dużej mierze przeznaczamy na ten remont, bo to nasz cel numer jeden. Nasz patron, św. Józef, ewidentnie sprzyja takim konkretnym dziełom budowlanym! To nie są tanie rzeczy. Oczywiście, gdy dzieło zostanie zakończone i do końca rozliczone z wykonawcą, wtedy podamy oficjalne podsumowanie całej inwestycji parafianom. Prace trwały długo, były podzielone na raty, a wykonawca okazuje nam ogromne miłosierdzie, czekając na kolejne zastrzyki pieniędzy.

Prace na dachu kościoła trwają od kilku miesięcy. Wkrótce rozpoczną się roboty na największej części, czyli przylegającej do wieży.
Czy ten dach to już ostatni etap zaawansowanych prac w parafii, poniekąd kończących budowę kościoła?
W samym kościele prawdopodobnie to już ostatni tak duży etap. Zostaną nam jeszcze pewne prace modernizacyjne, wewnątrz które pozwolą zaoszczędzić na ogrzewaniu. Przydałaby się kruchta, czyli zamontowanie zaraz za pierwszymi drzwiami głównymi kolejnych drzwi – szklanych lub aluminiowych. Powstałaby wtedy śluza, dzięki której ciepło nie uciekałoby na zewnątrz.
Ogrzewanie z miejskiego cieplika, zastosowane w kościele, sprawdza się?
To bardzo udany projekt i dobre obliczenia. Zimą rachunki za styczeń i luty były co prawda spore, ale system sprawdził się znakomicie. Mamy w kościele sześć termowentylatorów, pod którymi zamontowane są termometry. Dzięki temu utrzymywaliśmy stałą temperaturę 11-12 stopni, a po drugiej czy trzeciej mszy robiło się o 2-3 stopnie cieplej.
Wiemy, że niektórzy po wejściu do kościoła zdejmują kurtki czy płaszcze...
Tak, czuć to ciepło i niektórzy wierni rzeczywiście zdejmują kurtki czy płaszcze. Na pewno to nie zniechęca, a wręcz zachęca do przyjścia na nabożeństwo, szczególnie osoby starsze, dla których to ogromny plus.
Wracając do dachu – to chyba największa inwestycja ostatnich lat, przebijająca rozmiarem nawet nowy ołtarz czy witraże? Nie bał się ksiądz po ludzku tego wyzwania?
Na pewno to największa inwestycja, która rozmiarem przebija poprzednie dzieła. Prace wykończeniowe i ołtarz wspaniale przygotował przed konsekracją ks. Jacek Stępczak, spełniając niezbędne wymagania. To był kawał ciężkiej pracy, konieczność spełnienia wielu wymogów. Oczywiście, że po ludzku bałem się remontu dachu, ale trzeba było podjąć tę decyzję. Wiara w Bożą Opatrzność oraz niesamowicie pozytywny odzew parafian przekonały mnie, że muszę to rozpocząć.
Czy dotyczy to również nowych parafian?
Tak, zainteresowanie i wsparcie są ogromne, nawet ze strony nowych parafian, którzy są z nami od początku stycznia za sprawą dekretu o zmianie granic parafii. Oni także nabywają cegiełki, wspierają nas na różne sposoby. Wszystkim serdecznie za to wsparcie dziękuję. Musimy pamiętać, że kościół nie jest własnością proboszcza, tylko wszystkich parafian. To ma być nasz wspólny, pierwszy lub drugi dom, gdzie dobrze się czujemy, gdzie nie jest nam zimno i gdzie nie kapie nam na głowę.
