Krzysztof Kubiak: Czym dla księdza osobiście jest Boże Narodzenie i dlaczego, choć tak często podkreśla się, że to Wielkanoc jest najważniejszym świętem chrześcijańskim, to właśnie Boże Narodzenie, wokół którego narosło tak wiele tradycji i symboli, jest nam tak bliskie?

Ks. Waldemar Szkudlarek: Przede wszystkim dlatego, że Pan Bóg przychodzi po to, żeby nas uratować. Tajemnica wcielenia jest takim wyciągnięciem ręki Pana Boga w naszym kierunku, bo człowiek bardzo mocno pogubił się w tym świecie. Pan Bóg musiał więc przyjść na świat, żeby człowiekowi pokazać, jak być człowiekiem. I to jest istota tajemnicy wcielenia, a zarazem istota tych świąt. Oczywiście przekłada się to na rzeczywistość naszego zbawienia i odkupienia, bo Chrystus przychodzi na świat po to, żeby nas ostatecznie odkupić. Nie stałoby się to jednak bez Wcielenia, Bóg musiał „ubrać się w ciało”.

 

Często mówi się też o „magii świąt”. Widzimy ją w sklepach, na jarmarkach, słyszymy w muzyce i to już od listopada. Czy to bardziej przesłania sens świąt, czy jednak pomaga w przygotowaniu do Bożego Narodzenia?

Z jednej strony na pewno ta rzeczywistość uprzedza to, na co dawniej czekaliśmy. Adwent był rzeczywiście czasem oczekiwania. Choinkę ubierało się dosłownie chwilę przed świętami, a nie w listopadzie. Niewątpliwie więc zabiera nam to radość, która towarzyszyła dawniej, kiedy po ubraniu choinki wiedzieliśmy już, że są święta. Z drugiej strony, przewrotnie powiem - klimat, który jest wytwarzany, jest dłuższy. Wydłuża się ten czas radosnego oczekiwania: przy choince, przy muzyce. W pewnym względzie psuje to rzeczywistość wyciszenia religijnego, a w innym nastraja, bo święta Bożego Narodzenia mają swój klimat i pewną ckliwość. To wszystko odwołuje się do naszego dzieciństwa. Każdy człowiek, niezależnie od wieku, kiedy przychodzą święta Bożego Narodzenia, przypomina sobie swoje dzieciństwo i cieszy się tym czasem. Chcę jednak powiedzieć coś ważnego o samym słowie „magia”. Ja się tego słowa boję w odniesieniu do świąt Bożego Narodzenia. Magia dla człowieka wierzącego jest rzeczywistością niebezpieczną, Pismo Święte jasno mówi, że nie wolno uprawiać magii. Oczywiście rozumiem intencję, że chodzi raczej o klimat, o tajemniczość, o coś niezwykłego, ale to bardziej bajkowe niż religijne. Dlatego unikałbym tego określenia w rozumieniu świąt.

 

Wspomniał ksiądz o dzieciństwie. Jak ksiądz wspomina swoje dawne, rodzinne święta w Środzie?

Wspominam je z wielkim sentymentem i rozrzewnieniem. To był niesamowity czas. Było czekanie na święta. Dziś właściwie mamy je „podane” już po Wszystkich Świętych, a wtedy było prawdziwe oczekiwanie. Wspominam ten czas z serdecznością i uśmiechem, ale też z pewną ckliwością, bo wtedy wszyscy byliśmy razem jako rodzina. Dziś wielu moich bliskich już nie ma. Ten czas zawsze porusza serce. Sam Adwent był piękny. Roraty, wstawanie rano. Człowiek się nie męczył, tylko cieszył, mimo że potem szło się do szkoły, czy pracy. Radość oczekiwania była silniejsza niż zmęczenie.

 

A jeśli przeniesiemy się do kaplicy św. Józefa, na os. Jagiellońskie, jakie wspomnienia wiążą się z pasterkami, które odbywały się tam w ogromnym ścisku?

Mam jedno szczególne wspomnienie pierwszej pasterki. Nie było jeszcze drzwi, nie było okien, było strasznie zimno. Jeśli jakieś osłony były, to zrobione prowizorycznie z worków po cemencie. A mimo to kaplica pękała w szwach. Ludzie stali wszędzie — także na zewnątrz. Było niezwykle uroczyście i podniośle. To była pierwsza pasterka w tym miejscu, symbol początku. Kaplica była uboga jak betlejemska grota, ale atmosfera była niezwykła. Pamiętam wielki entuzjazm ks. Wojciecha Raczkowskiego oraz ks. Andrzeja Marciniaka. To była ogromna radość i entuzjazm wynikający z tego, czego tam doświadczyliśmy, że wreszcie mamy swój kościół.

 

Dzisiaj przy parafii na Spławiu pomaga księdzu ks. Andrzej Marciniak, budowniczy kościoła św. Józefa. Wracacie czasami we wspomnieniach do dawnych lat?

Bardzo często. Wracamy zarówno do samej budowy kościoła, do jej początków i kolejnych etapów, jak i do tego, jak wszyscy, jako dzieci, młodzież i dorośli wspieraliśmy to dzieło. Najczęściej wracam myślami do wielkiego zapału, troski i niesamowitej ufności księdza proboszcza Andrzeja. Pamiętam jego słowa, które dziś, już jako ksiądz, sam często powtarzam: żeby nie bać się o kościół materialny, bo jeśli człowiek zajmuje się Kościołem duchowym i go buduje, to o materialny Pan Bóg sam się zatroszczy. I rzeczywiście zawsze się to udawało. To są święte słowa. On robił swoje, budował Kościół duchowy, formował ludzi, a budowa materialna toczyła się jakby swoim rytmem. Zdarzało się, że brakowało pieniędzy, a następnego dnia ktoś przynosił dokładnie taką sumę, jaka była potrzebna do zapłaty. 

 

Na Spławiu pasterka ma dziś formę plenerową. Jak to wygląda?

Od bodajże ośmiu lat odprawiamy pasterkę na zewnątrz. Przeniosłem ją na godzinę 21:00. Najpierw wypożyczałem osła, potem go kupiłem, a do osła dokupiłem jeszcze dwie owce. Tworzymy scenerię Nocy Betlejemskiej. Świętą Rodziną są rodzice dzieci ochrzczonych w minionym roku. Święta Rodzina siedzi na słomie przy ołtarzu, a obok stoi osioł. Klimat jest niesamowity. Bywa, że rozdaje się 600–800 Komunii Świętych. Ludzi jest bardzo dużo, samochody stoją nawet przy pętli autobusowej, czyli już spory kawałek od naszego kościoła. To wczesna godzina, dzieci jeszcze nie śpią, a po mszy rodziny mają czas na przedłużenie świętowania z wieczerzy wigilijnej.

 

W ciągu roku ten osioł rozumiem, że jest na księdza utrzymaniu?

Oczywiście, opiekuję się nim! Codziennie oprzątam tego osła: karmię go, wyrzucam gnój, nasypuję świeżej słomy i podaję wodę. W ciągu dnia są też przekąski, bo jeśli przejdę obok i się nie zatrzymam, to zaczyna ryczeć, więc trzeba go dokarmić!

 

Jak dobrze przeżyć Boże Narodzenie, żeby nie zatrzymać się tylko na tradycjach?

Trzeba sobie uświadomić, że Bóg naprawdę nas kocha i nie zostawił nas samych. Tajemnica Bożego Narodzenia to Bóg, który pozwala się dotknąć. Kiedyś poruszyło mnie zdanie: „Bóg w pieluszkach”… On stał się Małym Dzieckiem, żebyśmy się Go nie bali – dziecka nie można się bać. No i Bóg rodzący się w chlewie pokazuje, że przychodzi nawet do „chlewu” naszego życia. Mówi: nie bój się, nawet jeśli w twoim życiu jest brud i chaos, ja tym nie gardzę. Przychodzę, żeby to rozświetlić.

 

Czego powinniśmy sobie życzyć, dzieląc się opłatkiem w 2025 roku?

Pokoju. Ale nie tylko życzyć, wnosić go. Najpierw do własnego serca, potem do rodziny, do najbliższych. Nie zmienimy całego świata, ale możemy zapanować nad sobą. Jeśli każdy z nas wniesie pokój tam, gdzie żyje, to będzie najpiękniejszy dar.