- Haftowanie od dawna było czymś niezwykłym, bo przecież w każdą swoją pracę kobiety wkładały cześć swoich myśli, uczuć, energii - mówi Zinaida Bidziura, która mieszka w Środzie. Po wybuchu wojny w Ukrainie prowadziła lekcje dla ukraińskich dzieci w Math Riders oraz opiekowała się najmłodszymi Ukraińcami w przedszkolu przy ul. Górki. Dzisiaj opowiada o swojej pasji 
- W każdym obrazku było schowane i zakodowane coś innego, jakichś pomysł, zamysł. U nas, w Ukrainie, w każdym obwodzie istniał swój styl szycia, swój wizerunek. Haftowali najczęściej krzyżykiem i były to rzeczy dla domu i dla siebie: obrusy na stół, koszulki, ręczniki, obrazki, ikony, które potem były i w domu i w cerkwi - opowiada. - Każda dziewczyna powinna była wyhaftować dla siebie do ślubu koszule, sukienkę, spódnicę, ręczniki. Był taki zwyczaj. Wzór na koszule był inny w każdym obwodzie. To było i jest tradycyjne narodowe ubranie Ukraińców. Tylko teraz takie koszule zakładają tylko na święta, chociaż kiedyś miały na sobie codziennie.
Zina mówi dalej: - Pamiętam, że u moich rodziców, którzy mieszkają w wiosce, w korytarzu była stara brązowa skrzynia z dużym zamkiem. Klucza tam nie było, ale jako małe dzieci nie mogliśmy jej otworzyć, bo była taka ciężka. Jednego razu zobaczyłam, jak mama otwarła skrzynię i coś z niej wyjmowała. Oczywiście, ja w mgnieniu oka, byłam obok i rozglądałam się, co było w środku. - Mamusiu, co to? - zapytałam, pokazując na coś dużego i różnokolorowego. - To ręcznik, który wyhaftowała jeszcze twoja prababcia. 
Rozłożyliśmy ręcznik na kanapie i moim oczom ukazało sie tak wiele kolorów, że aż nie mogłam uwierzyć. Czarne, czerwone, niebieskie, zielone, żółte. Były wyhaftowane kwiaty, listki, ptaszki. - To babcia sama rysowała i haftowała - powiedziała mama. 
- Już minęło więcej jak 20 lat, a ja do tej pory pamiętam ten stary, kolorowy ręcznik. U drugiej prababci na łóżkach były zasłane prześcieradła z wyhaftowanymi kwiatami i poszewki na poduszkach, też były w kwiatach. Kiedy zostawałam na noc w babci, to była u mnie poduszka z czerwonymi kwiatami i mogłam na nią patrzeć, ile chciałam. Prababcia rysowała obrazy i na ścianach też były obrazki z wyhaftowanymi wizerunkami - opowiada Zina. - Niestety, u nas w domu nie było nic takiego, oprócz tej skrzyni. Pamiętam, jak dostałam od babci wyhaftowane prześcieradło. Byłam bardzo szczęśliwa. Kiedy wyszłam za mąż, to zobaczyłam, że u teściowej też były wyhaftowane ręczniki, obrazki i serwetki na stół. Ona mieszka na Wołyniu, a moi rodzice bliżej Kijowa.
Jak mówi Zinaida, jej pierwszy wyhaftowany nitkami obrazek to miś. A dalej szyła koralikami. - Mam ręcznik, metryki dla swoich 3 chłopców, obrazki i koszulę. Teraz szyję koszule dla męża. Chociaż to bardzo dużo pracy, ale uwielbiam to zajęcie. Kiedy trójka moich maluchów śpi, ja mam czas na tworzenie tych unikalnych rzeczy. Może nie są idealne, ale zrobione z sercem i miłością - mówi.
(k)