To zjawisko, którego najstarsi mieszkańcy nie pamiętają. W południowej części jeziora, od strony Zwoli, unoszą się setki fragmentów grubych, mięsistych korzeni. Problem, który rozpoczął się w sierpniu od pojedynczych sztuk, dziś przybrał zatrważające rozmiary. Wiatr spycha gnijącą masę w kierunku Zwoli, naprzeciwko popularnego kąpieliska w Zaniemyślu.
"Będzie smród i zaraza na cały Zaniemyśl"
Zdesperowani mieszkańcy od początku września próbują zainteresować problemem urzędników. Bezskutecznie. - Mieszkam tu już 60 lat i takiego czegoś jeszcze nie było - mówi jedna z mieszkanek, która interweniowała w sprawie wielokrotnie. - Byłam w urzędzie gminy trzy razy, co tydzień. Najpierw prosiłam, żeby przyjechali i zobaczyli, co to jest. Ostatnio usłyszałam, że ich interesuje tylko plaża i kąpielisko, a reszta to sprawa Wód Polskich. Odbijam się od ściany - relacjonuje bezradnie.
Ludzie czują się ignorowani i zbywani. - Sąsiad dzwonił do Wód Polskich i informował ich, ale czy ktoś tu był, czy cokolwiek badał, trudno powiedzieć, bo nikogo nie widzieliśmy - dodaje kobieta.
Obawy mieszkańców nie są bezzasadne. - Ja rozumiem, że to Wody Polskie, ale to wszystko wkrótce zacznie gnić na potęgę. Będzie smród i zaraza na cały Zaniemyśl. Nikt tu nie przyjedzie na wypoczynek, nikt nie będzie korzystał z kąpieliska! - alarmuje.
Symptom choroby jeziora
Udało nam się ustalić, że unoszące się na wodzie kłącza to najprawdopodobniej części grążela żółtego (Nuphar lutea). To roślina objęta w Polsce częściową ochroną, której wewnętrzna, gąbczasta struktura nadaje jej dużą pływalność. Nagłe oderwanie tak ogromnej ilości roślin od dna jest jednak sygnałem alarmującym.
Przyczyn masowego wypływania kłączy może być kilka. Mogły to spowodować gwałtowne zjawiska pogodowe lub działalność zwierząt, np. bobrów. Eksperci wskazują jednak, że tak duża skala zjawiska może świadczyć o głębszym problemie ekologicznym. Wypłynięcie kłączy bywa bowiem oznaką obumierania roślin na skutek zgnilizny korzeni, spowodowanej np. niedotlenieniem dna lub zanieczyszczeniami chemicznymi.
Mieszkańcy sami zwracają uwagę na potencjalne źródło problemów. - Przepompownia często ma awarie. Przyjeżdżają, czyszczą i wywalają to wszystko na brzeg, nie wywożą tego - mówi jedna z naszych rozmówczyń, wskazując na możliwe źródło zanieczyszczenia akwenu.
Groźba katastrofy jest realna
Problem nie jest jedynie estetyczny. Pozostawienie tak dużej masy organicznej w wodzie to prosta droga do katastrofy ekologicznej. Rozkładające się tysiące kłączy staną się pożywką dla bakterii, które w tym procesie zużyją ogromne ilości tlenu rozpuszczonego w wodzie. Może to doprowadzić do powstania stref beztlenowych i zjawiska tak zwanej "przyduchy", czyli masowego śnięcia ryb.
Co więcej, uwolnione podczas gnicia związki azotu i fosforu użyźnią wodę, co z kolei może wywołać gwałtowny zakwit toksycznych sinic. Wówczas jezioro, które jest dumą Zaniemyśla, na lata może stać się martwą, cuchnącą strefą. Mieszkańcy domagają się natychmiastowej reakcji i usunięcia gnijących roślin, zanim ich najczarniejsze scenariusze się spełnią. Czasu jest coraz mniej.
„Gazeta Średzka” interweniuje w tej sprawie w Wodach Polskich. Czekamy na odpowiedź.
(kóz)
