Radny Grzegorz Budasz dopytywał burmistrza o powody, dla których firma planująca budowę biogazowni w Nietrzanowie nie może uzyskać warunków zabudowy na wybranej działce. Sugerował, że jeśli inwestor nie zostanie "przytrzymany" w gminie Środa, może przenieść się do innej gminy, na przykład do sąsiedniej gminy Krzykosy.
Argumenty za inwestycją
W wolnych głosach radny Budasz rozwinął swoją argumentację. Wskazał, że gdyby inwestycja ruszyła szybciej, do budżetu gminy mogłyby wcześniej wpłynąć podatki w wysokości około 2 milionów złotych rocznie. Podkreślał też aspekt bezpieczeństwa energetycznego, wskazując, że gmina nie ma własnego źródła gazu. – My, jako mieszkańcy Środy, ogrzewamy się tylko z gazu amerykańskiego, ze Świnoujścia. Nic więcej. Pan, jako gospodarz miasta, powinien zapewnić, żeby ludzie w razie działań wojennych nie pomarzli – mówił radny.
Jego zdaniem, biogazownia rozwiązałaby też problem odorów. – Na pewno byśmy troszeczkę ograniczyli w okresie wiosennym i jesiennym zapach intensywny, który się wydziela z pomiotu kurzego – przekonywał. Wskazał, że gmina płaci obecnie za składowanie masy zielonej, którą mogłaby odbierać biogazownia, obniżając koszty.
Zwrócił też uwagę, że inwestycja warta około 250 milionów złotych mogłaby być realizowana przez lokalne firmy, a rolnicy zyskaliby rynek zbytu dla biomasy. – Powinniśmy zrobić, panie burmistrzu, wszystko, żeby jednak ta inwestycja zaczęła się jak najwcześniej u nas i żeby to było u nas – apelował Grzegorz Budasz.
Wtórował mu radny Wojciech Ziętkowski, który przypomniał dyskusje sprzed 20 lat na temat budowy marketów w Środzie, które również budziły obawy. – Obawiamy się, żebyśmy nie doprowadzili do takiej sytuacji, jak tutaj przedstawił kolega Grzegorz, że będzie biogazownia i będzie cieszyć budżet na przykład naszej zaprzyjaźnionej gminy Krzykosy, a my będziemy mieli z tego tyle, że będziemy mieli i tak ten transport – mówił Wojciech Ziętkowski.
Ostrożność i procedury
Burmistrz Piotr Mieloch, odpowiadając na te głosy podkreślił, że decyzje nie są wydawane "na widzimisię", lecz na podstawie przepisów i analiz urbanistycznych. – Takie inwestycje wymagają gruntownej analizy. - Co by pan powiedział, panie radny, gdyby na przykład 50 biogazowni chciało się wybudować w gminie Środa Wielkopolska? – pytał burmistrz.
Do sprawy odniósł się także burmistrz Paweł Wullert. Poinformował, że na terenie gminy działają już mniejsze biogazownie, a zainteresowanie budową kolejnych jest duże. Wyjaśnił, że w przypadku omawianej inwestycji żadna procedura nie została jeszcze zakończona. – Procedury cały czas trwają, starają się o decyzję środowiskową, która gdzieś tam się przeciąga. Jeśli chodzi o budowę tej drogi, to z tego co wiem, też nie mają jeszcze pełnej zgody dróg krajowych, żeby taką drogę dobudować – mówił Paweł Wullert.
W podsumowaniu dyskusji burmistrz Piotr Mieloch nazwał wystąpienia radnych "formą lobbingu". – Z wielką ostrożnością podchodzimy do tego rodzaju instalacji i do wydawania decyzji czy zgód na działalność tego rodzaju instalacji, ale to jest i tak wszystko obarczone przepisami prawa – stwierdził Piotr Mieloch.
Zwrócił uwagę, że trzeba brać pod uwagę także drugą stronę – mieszkańców, którzy w pobliżu takich instalacji stracą na wartości swoich działek. Porównał sytuację do wysypiska śmieci w Jarocinie, które przynosi podatki, ale jest uciążliwe dla mieszkańców.
Burmistrz ostrzegał również przed innym scenariuszem. – Taki grunt uzbrojony w taki dokument, natychmiast zyskuje ogromną wartość. I jeżeli ktoś taki dokument sprzeda z tym gruntem, to może zarobić wielokrotnie więcej niż ten grunt był warty przed tym dokumentem. Weźcie to państwo też pod uwagę czasami, bo takie rzeczy to my już też znamy – dodał burmistrz.
Zapewnił, że gmina podchodzi do sprawy poważnie, ale musi brać pod uwagę wszystkie aspekty, w tym protesty części mieszkańców i fakt, że takie instalacje blokują możliwość zabudowy mieszkaniowej w okolicy.
(kóz)
