Zacznijmy od zasad. Praca na stanowisku dyrektora instytucji publicznej – czy to kultury, muzeum czy biblioteki, ale także chociażby szkoły – nie jest dana raz na zawsze. To nie jest synekura ani dożywocie. To praca na kontrakcie. Kadencja, jak sama nazwa wskazuje, ma swój początek i ma swój koniec. Każdy menadżer wkraczający do sfery budżetowej musi mieć z tyłu głowy świadomość, że jego wizja, energia i pomysły podlegają cyklicznej weryfikacji. Na swój sposób takiej samej jak praca burmistrza, który jest oceniany przez całe społeczeństwo co pięć lat.
To, że ktoś zarządzał placówką przez dekadę, nie oznacza automatycznie, że posiada abonament na kolejne lata. Nawet najbardziej ceniona osoba musi się liczyć z tym, że dla komisji konkursowej inna koncepcja artykułowana przez inną osobę będzie lepsza. Świat się bowiem zmienia, oczekiwania także.
Decyzja burmistrza o rozpisaniu konkursu, choć nieobligatoryjna, jest krokiem w stronę transparentności. Dlatego z wielkim zdziwieniem dowiedziałem się, że spora część radnych apelowała do burmistrza, aby konkursu nie robił.
Konkursy są po to, aby otwierać drzwi dla nowych koncepcji, zmuszają do rywalizacji na pomysły. Ale oczywiście nie dają też gwarancji, że nowo wybrany dyrektor będzie lepszy od poprzednika.
Wierzę głęboko, że każdy ze średzkich dyrektorów wykonuje solidną, rzetelną robotę. Każdy zostawia w murach swojej instytucji kawał życia i mnóstwo serca. Tak na pewno było w przypadku Ewy Kusik-Bartkowiak, która wykonała w ciągu 10 lat ogromną pracę. To absolutnie nie powinno budzić wątpliwości.
Dzisiaj, już po wyborze nowej dyrektor Ośrodka Kultury, trzeba jej życzyć powodzenia w nowej misji, aby mieszkańcy gminy Środa mogli jak najmocniej korzystać z pracy jej i całego zespołu OK. Ewie Kusik-Bartkowiak należą się zaś wielkie podziękowania.
Zbigniew Król
zbigniew.krol@gazetasredzka.pl
