Ks. Mateusz Frąckowiak od 2015 do 2020 roku był wikariuszem w Zaniemyślu. To tam w czasie swojej posługi proboszcz poprosił go o przygotowanie świątecznych dekoracji. Pierwsza stworzona przez niego szopka była tradycyjna. Funkcjonowało na nich kilka elementów krajobrazowych oraz tradycyjne figurki. Jak mówi, wszystko zaczęło się od tego, że chciał stworzyć Betlejem w tle, aby oprócz samej sceny narodzenia Jezusa pojawiło się także miasteczko.
Ks. Mateusz zaczął szukać różnych elementów. Trafił na puzzle 3D, przedstawiające domy i budowle. Szybko je zakupił. Z czasem zaczął samemu dorabiać niektóre domki. Regularnie odwiedzał także strony modelarskie oraz sklep internetowy z figurkami z Włoch. Od tego momentu zaczął kupować kolejne elementy, aby szopka rosła w siłę.
- Szopka włoska nawiązuje do XVIII wieku. Odtwarza realia tamtych czasów i przedstawia zawody charakterystyczne dla Neapolu. Dziś tych postaci mam już sporo, więc rozbudowuję poszczególne sceny. Jeśli pojawiają się rybacy to nie jeden, lecz cała wioska rybacka. Są pasterze, gospodarstwa, tkacze, karczmy, górnicy, piekarze, sprzedawcy, winnica, myśliwy. Wszystko to, co w tradycyjnej szopce neapolitańskiej jest ważne. Zdarza się też, że dokładam elementy współczesne, jak choćby kopalnia, która była nawiązaniem do kryzysu węglowego. W tym roku w szopce znalazł się również św. Franciszek, jako twórca idei szopki oraz figurka bł. Carla Acutisa. Elementem symbolicznym jest także nasza średzka bazylika, umieszczona w tle – mówi ks. Mateusz Frąckowiak.
Przygotowania do montażu szopki zaczęły się tydzień przed Wigilią Bożego Narodzenia. Najpierw budowana była konstrukcja z palet, którą trzeba było ustawić, umocować i zabezpieczyć.
- Ponieważ to trzecia parafia, w której robię szopkę, wiem już, że pierwszy rok zawsze trwa najdłużej, bo nikt do końca nie wie, co z tego powstanie. Po konstrukcji przychodzi czas na przykrycie wszystkiego papierem od zwykłego szarego po specjalny, który imituje skały. Dopiero później rozpoczyna się układanie figurek od góry ku dołowi. Na górze figur jest mniej, dopiero niżej zaczyna się prawdziwa „gęstość”, bywa, że trzeba zmieścić nawet 150 postaci na małej przestrzeni. Całość zajmuje zwykle pięć dni i często pracujemy do późnych godzin wieczornych – opowiada ks. Mateusz.
Aktualnie w szopce znajduje się około 700 figurek ludzi i zwierząt od bardzo małych po większe. Kolegiacki wikariusz każdą scenę stara się dopracować szczegółowo - są nawet myszy, żaby, jeże czy młynek do kawy. Praca jest niezwykle precyzyjna.
Jako że figurki są własnością ks. Mateusza, przechowuje je przez cały rok w magazynie, a każdy zestaw skrupulatnie opisuje, aby ułatwić sobie układanie scenerii. Gdy zmieniał parafię, do transportu scenerii wynajął dodatkowy bus.
Szopka jest w Środzie sporą atrakcją, bo podobnej, tak bogatej do tej pory w naszej okolicy jeszcze nie było. - Reakcje wiernych są najczęściej pełne zaskoczenia, bo nie jest to tradycyjna szopka, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni. Na początku, przed Bożym Narodzeniem ludzie patrzą na palety i papier, zastanawiając się, co z tego powstanie. Dopiero później, gdy pojawiają się figurki, zaczyna być widać całość koncepcji. Szopka przyciąga uwagę. Nie da się jej obejrzeć w kilka sekund – mówi ks. Mateusz Frąckowiak.
Szopka wciąż może się rozbudowywać. Można dodawać kolejne sceny, mechanizmy, ruchome elementy. Można też wprowadzać motywy lokalne — na przykład makietę dawnego ratusza w Środzie na co jest już pomysł.
Najważniejsze jednak jest oczywiście duchowe przesłanie. - Szopka przypomina, że narodziny Jezusa nie zatrzymały świata. Ludzie pracowali, żyli, wykonywali swoje obowiązki i wielu nawet nie zauważyło, co się wydarzyło. Symbolizuje to figurka Śpiącego Pasterza Benino, któremu jak głosi legenda szopka się śni. Jeśli się go obudzi, znika cud Bożego Narodzenia. Ta postać oznacza ludzkość, która jeszcze nie do końca uświadomiła sobie tajemnicę Betlejem – dodaje ks. Mateusz Frąckowiak.
KK
