Decyzja burmistrza Piotra Mielocha o wycofaniu projektu planu ogólnego gminy Środa była podyktowana dużą liczbą nowych wniosków w tej kontrowersyjnej sprawie. Do 27 sierpnia, ostatniego dnia konsultacji, wpłynęło kolejnych 130 pism do przygotowywanego dokumentu. Burmistrz uznał, że potrzeba znacznie więcej czasu, aby rzetelnie przeanalizować wszystkie zgłoszone uwagi. Na ten moment nie wiadomo, kiedy radni ponownie zajmą się planem.

 

Środki bezpieczeństwa 

Temat planu ogólnego wywołuje w ostatnim czasie ogromne emocje, dlatego na sesję przyszło duże grono rolników. W sali obrad pojawiło się kilkadziesiąt osób, a wśród nich obecny był między innymi Dariusz Goliński, przewodniczący Zarządu Powiatowego Wielkopolskiej Izby Rolniczej w Środzie.

Obyło się bez awantur, co było w dużej mierze zasługą przewodniczącego Rady Miejskiej Adama Wójkiewicza, który stanowczo zwracał uwagę na konieczność spokojnego i rzeczowego wyjaśniania racji. Dzięki temu miała miejsce próba stosunkowo spokojnego wytłumaczenia racji i argumentów obu stron. Spokojny przebieg dyskusji nie oznacza jednak, że stanowiska władz gminy i rolników uległy znacznemu zbliżeniu.

 

Podczas sesji dużą uwagę zwracały wyjątkowe środki ostrożności, które towarzyszyły posiedzeniu. Teren zabezpieczali funkcjonariusze policji oraz strażnicy miejscy, a w obwodzie czekała zapobiegawczo karetka pogotowia ratunkowego. Przewodniczący rady Adam Wójkiewicz tłumaczył w trakcie obrad powody wdrożenia takich środków, wskazując na niepokojące sygnały pojawiające się w przestrzeni publicznej.

 

- Moim zadaniem, było takie zabezpieczenie obrad i bezpieczeństwa każdego z państwa, aby nikomu nic się nie stało. W internecie pojawiały się nawołania do protestów, więc takie działania były jak najbardziej uzasadnione - mówi Adam Wójkiewicz.

 

Rolnicy żądają możliwości rozwoju

Dyskusja o planie odbyła się w ostatnim punkcie obrad, czyli w wolnych głosach. Obecny na sesji Dariusz Goliński przedstawił stanowisko rolników, podkreślając, że zaproponowany plan drastycznie ogranicza ich możliwości inwestycyjne. Zwrócił uwagę na to, że rolników prowadzących gospodarstwa rodzinne interesuje rozwój, bo bez niego można „zwijać” gospodarstwa. Tymczasem projekt planu przewiduje, że na terenie gminy inwestycje rolnicze będą mogły się odbywać zaledwie na 6-7 procentach całkowitej powierzchni gminy. Dariusz Goliński domagał się, aby było to minimum 60 procent.

 

  • Rolnik, będąc właścicielem, może de facto prowadzić inwestycje na około sześciu, siedmiu procentach terenu gminy. Nie zgadzamy się na to, żeby ktoś nam limitował teren, mówiąc, że nam to wystarczy. My musimy mieć możliwość rozwoju - mówił Dariusz Goliński.

Dariusz Goliński wyjaśniał także, że nawet przeznaczenie całych terenów wiejskich na działalność rolniczą w planie ogólnym, wcale nie oznacza, że rolnik będzie mógł tak wybudować oborę, czy kurnik w dowolnych gabarytach. Regulują to inne procedury. Dodał, że rolnictwo zawsze wiązało się z określonymi zapachami, a wieś jest przede wszystkim miejscem produkcji rolnej.

- W mieście wam nie śmierdzi? To złóżcie wniosek o zamknięcie cukrowni. Przecież wiecie, jakie to są podatki i że z tego miasto żyje. Wam to jednak nie przeszkadza. Ale jak rolnik chce wybudować oborę, to nagle jest problem. To po prostu hipokryzja - mówił Dariusz Goliński.

 

Kształtowanie przestrzeni to kompromis

Do słów przedstawiciela rolników odniósł się burmistrz Piotr Mieloch. Podkreślił on, że gmina jest otwarta na dialog, a proces tworzenia planu był i jest transparentny. Przypomniał również, że samorząd musi dbać o zrównoważony rozwój całego regionu, uwzględniając interesy wszystkich grup społecznych.

  • Nie może być tak, że sto procent gruntów należących do danej grupy zostanie zaimplementowane do planu w określonej formie. Jeśli dzisiaj uznamy, że na całym obszarze rolnym będzie dopuszczona taka możliwość, to tak jakbyśmy narzucili ten schemat wszystkim rolnikom. A przecież nie wszyscy tego chcą. Znam wiele inwestycji zrealizowanych na terenach rolnych, które pełnią dziś funkcje przemysłowe czy handlowe - mówi Piotr Mieloch.

Burmistrz zaznaczył, że planowanie przestrzenne to zadanie wynikające z odgórnych przepisów państwowych. Mało tego. Gmina Środa pisała do ministerstwa wskazując na złe i wątpliwe zapisy w ustawie. Interweniowała również u wojewody. Bez skutku. 

 

Burmistrz po raz kolejny zwrócił uwagę, że dokument można w przyszłości modyfikować w miarę pojawiających się nowych potrzeb i wniosków mieszkańców. - Kształtowanie ładu a prawo własności to dwie odrębne kwestie. Budowa obiektu inwentarskiego to nie działanie ad hoc, wymaga zaplanowania. My musimy wiedzieć o takich planach, by zweryfikować chociażby parametry budynku czy dostępność mediów - mówi Piotr Mieloch.

 

Głos w obronie ładu i porządku

Podczas sesji głos zabrała również Małgorzata Fertała, która stanowczo stanęła w obronie zapisów zawartych w planie ogólnym. Skrytykowała ona formę nacisków, wskazując, że dokument ten ma służyć całej społeczności, chroniąc przed chaosem urbanistycznym i degradacją terenów wiejskich.

 

  • Nie zgadzam się, że plan ogólny ogranicza cudzą własność. On kształtuje ład i porządek przestrzenny dla nas wszystkich, potrzeby wypoczynku, konsumpcji i rozwoju przemysłu. Zablokowanie planu to w mojej ocenie działanie na niekorzyść rolników. Kiedy określimy w planie strefy, obrót ziemią będzie przewidywalny - mówiła Małgorzata Fertała.

Mieszkanka zwróciła uwagę na ogromną różnicę pomiędzy tradycyjnym rolnictwem a potężnymi fermami przemysłowymi, które obniżają jakość życia w sąsiedztwie domów. Zaapelowała do radnych o rozsądek.

 

  • Sama mieszkam na wsi i normalne zapachy rolnictwa mi nie przeszkadzają. Natomiast gigantyczna chlewnia na tysiąc sztuk, funkcjonująca całą dobę obok domów mieszkalnych, nie ma z rolnictwem wiele wspólnego. Apeluję do radnych, abyście nadal chronili plan dla dobra nas wszystkich i nie ulegali presji, której celem jest realizacja chciejstwa wąskiej grupy osób - mówiła Małgorzata Fertała.

(kóz)