Adrian Żakowski pochodzi z Goliny pod Jarocinem, gdzie ukończył szkołę podstawową i gimnazjum. – Do Środy trafiłem po raz pierwszy w liceum. Uczyłem się w Liceum Ogólnokształcącym im. Powstańców Wielkopolskich na profilu europejskim. Bardzo mile wspominam tamten czas, dojeżdżałem codziennie z Goliny, ale była to dobra decyzja – wspomina Adrian Żakowski.
W średzkim „ogólniaku" poznał swoją narzeczoną. Później studiował historię na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od trzech lat mieszka w Środzie, a zawodowo pracuje w Poznaniu w sklepie Decathlon.
– Od ponad ośmiu lat pracuję w Decathlon. Cała moja zawodowa przygoda związana jest z poznańskimi oddziałami tej firmy. Obecnie zajmuję się rozwojem biegania i sportu w Poznaniu – nie tylko w sklepach, ale także w terenie, w miejscach, gdzie ludzie trenują. To bardzo ciekawe stanowisko, bo łączy moją pasję z pracą. Prowadzę szkolenia dla pracowników z całego kraju z zakresu sprzętu biegowego, aby potrafili doradzić klientom jako specjaliści. Sam również lubię doradzać i rozwijać się w tym zakresie – mówi Adrian Żakowski.
Przygoda z bieganiem zaczęła się jeszcze w dzieciństwie – w szkole podstawowej i gimnazjum startował w zawodach lekkoatletycznych, m.in. w Czwartkach lekkoatletycznych. – Miałem niezłe wyniki, ale nie traktowałem tego poważnie. Zająłem się natomiast sędziowaniem piłki nożnej. Kurs zrobiłem jeszcze przed osiemnastką, a mecze sędziowałem przez kilka lat – łącznie niemal 500 spotkań, najwyżej na poziomie IV ligi. To zajmowało mi całe weekendy – wspomina.
Jak podkreśla, sędziowanie wymagało dobrej kondycji – trzeba było zaliczać egzaminy sprawnościowe i nadążać za akcją na boisku. Dzięki temu wrócił do biegania, a z czasem coraz bardziej wciągnęły go treningi i zawody. W Decathlon trafił dodatkowo na ekipę, która mocno go zmotywowała do biegania. Sędziowanie odeszło na bok, a Adrian skupił się wyłącznie na bieganiu i pracy.
Choć biega od około 12 lat, przełom nastąpił osiem lat temu – wtedy całkowicie postawił na bieganie, trenując nawet siedem razy w tygodniu. Dziś ma 30 lat i mówi, że bieganie stało się jego stylem życia.
Największym sukcesem jest wynik w maratonie – 2:20:49 w Warszawie. – To mój numer jeden, bo wymagał ogromnej pracy i systematyki. Kolejnym osiągnięciem jest życiówka na 5 km – 14:40, uzyskana dwa tygodnie po maratonie. W zeszłym roku udało mi się też wygrać bieg na 10 km „Biegnij Warszawo" z udziałem kilku tysięcy zawodników. To były szczególne momenty – przyznaje.
Plan dnia podporządkowuje bieganiu – pobudka, trening, posiłek i praca. W okresach przygotowań do maratonów często trenuje dwa razy dziennie. W niedziele zwykle ma długie wybiegania, nawet do 30 km. Oprócz własnych treningów organizuje też spotkania biegowe nad Maltą i na Cytadeli.
– Bieganie wymaga dobrego planowania, żeby pogodzić życie prywatne, pracę i obowiązki. Przy 700 km miesięcznie nie ma czasu ani siły na częste wyjścia czy rozrywki, ale to kwestia przyzwyczajenia – tłumaczy.
Żakowski regularnie startuje też w lokalnych zawodach w Środzie, jeśli tylko pozwala na to kalendarz. Ostatnio przebiegł 5 km w czasie 15:21 tydzień po maratonie podczas Biegu Amazonek nad jeziorem. – Lubię takie inicjatywy, choć często udział uzależniam od obowiązków wobec marki, którą reprezentuję – zaznacza.
Każdego zachęca do biegania, choć z zastrzeżeniem, aby wszelkie działania podejmować po konsultacji medycznej, dla swojego bezpieczeństwa. – Uważam, że każdy powinien się ruszać, jeśli nie ma przeciwwskazań zdrowotnych. Zanim jednak zacznie się przygodę z bieganiem, warto zrobić podstawowe badania – morfologię, EKG – żeby wykluczyć problemy z sercem. Sam ruch to zdrowie, ale trzeba go dopasować do możliwości organizmu. Jeśli ktoś nie może biegać długodystansowo, zawsze znajdzie inną aktywność – jogę, pilates czy jazdę na rowerze – mówi.
– Dla mnie bieganie to coś więcej niż sport. To uzależnienie i sposób na życie – podsumowuje Adrian Żakowski.
KK
