W ciągu ostatnich dwóch lat w Szpitalu Średzkim "mieszkało” sześcioro takich niemowlaków. Przebywają one na oddziałach noworodkowych (na dziecięcych nie ma takich możliwości, bo tam trafiają dzieci chore). Ich jedyną rodziną w takich momentach jest personel szpitala, który jak wiadomo, przychodzi do pracy i wraca do domu. Nie ma stałości. 

 

Prezes Szpitala Średzkiego zwołał konferencję prasową, ściągnął media ogólnopolskie i lokalne, aby pokazać problem. Bo przecież szpital nie może być domem dla zdrowych dzieci. Państwo, instytucje, muszą działać sprawniej, aby dzieci trafiały do rodzin zastępczych, czy adopcyjnych. Co jednak, jeśli takich rodzin brakuje? A tak właśnie jest. 

 

Patrycja po tym, jak urodziła się w szpitalu w Poznaniu, a po półtora miesiąca trafiła do szpitala w Środzie, w sumie na oddziale szpitalnym spędziła dziewięć miesięcy. To nie jest dzieciństwo, na jakie ktokolwiek zasługuje. 

 

Czy w przypadku takich dzieci jak Patrycja mogą dziać się cuda? Otóż mogą. Konferencja prasowa na temat porzuconych dzieci odbyła się w szpitalu w czwartek. Następnego dnia średzki sąd wydał decyzję o powierzeniu dziecka rodzinie zastępczej... O to właśnie chodzi prezesowi szpitala i jego współpracownikom: aby decyzje nie były odkładane, ale dla dobra dziecka były podejmowane znacznie szybciej. 

 

Swoją drogą, nie da się nie wspomnieć o tym, jak personel szpitala wiąże się z takimi maluchami, które z różnych względów nie mają wokół siebie rodziców, a ich tymczasowym domem staje się właśnie szpital. Otóż z sześciorga dzieci, jakie "mieszkały" w szpitalu w Środzie, aż dwoje trafiło do rodzin średzkich położnych lub pielęgniarek. Wielki szacunek dla państwa. 

 

Całą konferencję prasową, podczas której pracownicy Szpitala Średzkiego opowiadali o problemie, zobaczyć można na naszym Facebooku. Piszemy o niej w tym wydaniu "Średzkiej". 

 

Zbigniew Król

zbigniew.krol@gazetasredzka.pl