O problemie pisaliśmy trzy tygodnie temu. Mieszkańcy Zaniemyśla i Zwoli bili na alarm z powodu masowo wypływających na powierzchnię jeziora ogromnych kłączy, prawdopodobnie grążela żółtego. Zjawisko, którego najstarsi mieszkańcy nie pamiętali, przybrało zatrważające rozmiary, szczególnie w południowej części akwenu. Wiatr spychał gnijącą masę w kierunku Zwoli, naprzeciwko popularnego kąpieliska.

 

Problem nie był jedynie estetyczny. Pozostawienie tak dużej masy organicznej w wodzie to prosta droga do katastrofy ekologicznej. Eksperci wskazywali, że nagłe oderwanie tak ogromnej ilości roślin (grążel żółty jest w Polsce objęty częściową ochroną) jest sygnałem alarmującym. Chociaż przyczyną mogły być gwałtowne zjawiska pogodowe lub działalność bobrów, tak duża skala mogła świadczyć o głębszym problemie ekologicznym – na przykład zgniliźnie korzeni, spowodowanej niedotlenieniem dna lub zanieczyszczeniami chemicznymi.

 

Mieszkańcy sami zwracali uwagę na potencjalne źródło problemów.

 

Rozkładające się tysiące kłączy stałyby się pożywką dla bakterii, które zużyłyby ogromne ilości tlenu, co mogłoby doprowadzić do powstania stref beztlenowych i zjawiska tak zwanej "przyduchy", czyli masowego śnięcia ryb. Co więcej, uwolnione związki azotu i fosforu mogłyby wywołać gwałtowny zakwit toksycznych sinic.

 

Po alarmach mieszkańców i interwencji „Gazety Średzkiej” Wody Polskie podjęły działania. We wtorek rozpoczęto wyławianie kłączy. Jak poinformowano, są one na razie składowane przy głównej plaży, by nie zgniły w wodzie.

 

Kluczowe pozostaje pytanie o przyczynę obumierania roślin. Na razie nie ma oficjalnej odpowiedzi. Nieoficjalnie słyszymy, że rozważane są dwie główne hipotezy. Jedna z możliwych przyczyn to efekt prac rekultywacyjnych, jakie na jeziorze odbyły się kilka lat temu. Druga to przypuszczenie, że roślina może być pochodzenia obcego i po prostu nie wytrzymała warunków panujących w Jeziorze Raczyńskim. Sprawa ma być badana.

 

(kóz)