My rozmawialiśmy z Anną Karasińską, której mąż jest zawodowo związany ze Środą. Jej relacja z Abu Zabi to wstrząsający obraz niepewności, strachu i surrealistycznej codzienności w cieniu wojny. Przypomnijmy. Wojska izraelskie i amerykańskie zaatakowały Iran. Z kolei Iran wystrzelił rakiety i uzbrojone drony nie tylko w kierunku Izraela, ale także państw, na terenie których znajdują się amerykańskie bazy wojskowe. Jednym z tych krajów są Zjednoczone Emiraty Arabskie z Dubajem i Abu Zabi.
Niebo pełne „ładnych chmurek”
Atmosfera w miastach, które zazwyczaj nigdy nie śpią, drastycznie się zmieniła. Choć nie widać panicznego biegu po ulicach, Abu Zabi wyraźnie opustoszało. Ruch samochodowy niemal zamarł, a brak nowych turystów sprawił, że spacerowicze praktycznie zniknęli z nadmorskich bulwarów. Jednak to, co dzieje się nad głowami uwięzionych, budzi największy niepokój.
- W sobotę i w niedzielę widzieliśmy strącane rakiety i słyszeliśmy huki. Te odgłosy są tak specyficzne, że człowiek od razu wie, że to nie są odgłosy z budowy. Nigdy wcześniej nie słyszałam czegoś takiego - relacjonuje Anna Karasińska. Dramaturgię sytuacji podkreśla reakcja najmłodszych, którzy nie do końca rozumieją powagę zagrożenia. Po jednym z wybuchów córka pani Anny zawołała: „Mamo, zobacz jakie ładne chmurki pojawiły się na niebie”. Te „chmurki” były w rzeczywistości śladami po udanych przechwyceniach pocisków.
Wojna dotknęła ich bezpośrednio. Na fasadę sąsiedniego hotelu spadły szczątki strąconego drona, raniąc kobietę z dzieckiem. Skala zagrożenia jest namacalna, choć lokalne służby i personel hotelowy starają się zachować tajemniczość, unikając odpowiedzi na pytania o szczegóły incydentów. Nocami spokój przerywają alarmy rakietowe przychodzące prosto na telefony komórkowe oraz huk przelatujących maszyn wojskowych.
Lotniska widma i brak planu B
Status podróżny Polaków jest obecnie trudny do zdefiniowania. Mieli wylecieć do Berlina w niedzielę rano, jednak przestrzeń powietrzna została zamknięta, a maszyna, która miała ich odebrać, nawet nie wystartowała z Niemiec. Choć linia lotnicza Etihad powoli wznawia ruch, europejscy przewoźnicy, tacy jak Lufthansa, przesuwają daty powrotów. Obecnie najbardziej optymistyczny scenariusz zakłada lot w niedzielę, o ile uda się znaleźć na liście pasażerów.
Średzianie czują się pozostawieni sami sobie przez polską dyplomację. Mimo rejestracji w systemie Odyseusz, jedyną wytyczną, jaką otrzymali, był zakaz opuszczania hoteli. - Nie otrzymaliśmy żadnych informacji o ewakuacji. Nikt się z nami z Polski nie kontaktował. Wszystko ogarniamy na własną rękę, śledząc aplikacje takie jak FlightRadar - mówi pani Ania.
Co gorsza, procedury bezpieczeństwa w hotelach pozostawiają wiele do życzenia. Personel nie przeprowadził żadnej ewakuacji do schronów, których w Abu Zabi prawdopodobnie po prostu nie ma. Podczas alarmów ludzie stłoczeni są w lobby, nie będąc kierowani nawet na parkingi podziemne. Jeden z pracowników w przypływie szczerości miał powiedzieć turystom, że w razie ataku „może umrzeć tak samo jak oni”.
Życie w zawieszeniu
Mimo globalnego konfliktu, lokalna infrastruktura w Abu Zabi wciąż funkcjonuje. Sklepy są otwarte, a zaopatrzenie w wodę czy żywność pozostaje stabilne. Pojawiają się jednak niepotwierdzone plotki o kryzysie zaopatrzeniowym w pobliskim Dubaju, gdzie miało dochodzić do problemów z wypłatami z bankomatów i pustych półek w marketach.
Sytuacja ta jest surrealistyczna. - Ciężko mi nazwać to, co czuję. Od soboty funkcjonuję w zawieszeniu. Mamy dwójkę dzieci, przy których nie możemy okazywać słabości - przyznaje Anna Karasińska. W chwilach największej niepewności pojawiają się myśli o domu. Pani Ania z nutą goryczy dodaje: - Bardzo żałujemy, że nie ma nas w Środzie.
Jedynym ułatwieniem w tej kryzysowej sytuacji jest decyzja lokalnych władz. Zgodnie z rozporządzeniem szejka, turyści, którzy utknęli w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, nie muszą płacić za przedłużony pobyt w hotelach ani za posiłki. To daje im przynajmniej komfort materialny w obliczu gigantycznych cen biletów lotniczych, które na wolnym rynku osiągają obecnie astronomiczne kwoty.
Ciekawostki z frontu podróżnego
Choć sytuacja jest poważna, pojawiają się gesty solidarności. Polscy operatorzy komórkowi, reagując na kryzys, uruchomili dla obywateli przebywających w regionie darmowe pakiety 15 GB internetu oraz 120 minut połączeń. To kluczowa pomoc, biorąc pod uwagę, że standardowe stawki w roamingu wynoszą tam około 10 zł za minutę rozmowy i 100 zł za 1 GB danych.
Planu B na ten moment brak. Rozważana ucieczka drogą lądową przez Oman do Maskatu jest ryzykowna i logistycznie trudna dla rodzin z dziećmi. Podobnie wylot z Rijadu w Arabii Saudyjskiej, gdzie również zaczęły pojawiać się drony. Średzianie pozostają więc w Abu Zabi, żyjąc z dnia na dzień i patrząc w niebo z nadzieją, że kolejna „chmurka” nie pojawi się nad ich hotelem, a na tablicy odlotów w końcu zobaczą swój numer rejsu.
kóz
