Pomimo  choroby  Trener Andrzej Kobierski do ostatnich dni - tuż przed pójściem do szpitala był obecny z nami na stadionie - uczestniczył w naszych treningach. Osobiście przywoziliśmy go na treningi, ponieważ bardzo tego chciał, a więc byliśmy naocznymi świadkami (zresztą nie tylko my)  jego niezwykłego poświęcenia – mimo ogromnego osłabienia pragnął być częścią treningów. To tylko potwierdza, jak bardzo był człowiekiem całkowicie oddanym sportowi i swoim zawodnikom.

Trener nigdy nie przestał żyć sportem. Stadion, hala sportowa, zawody a przede wszystkim treningi i kontakt ze swoimi wychowankami dawały mu ogromną satysfakcję. Były jego największą pasją i sensem codziennych dni, bez których nie potrafił żyć. Całe swoje życie poświęcił właśnie temu. Najszczęśliwszy był wtedy, gdy mógł trenować innych i dzielić się swoim doświadczeniem. Zawodnicy dla niego byli najważniejs, co potwierdziła również jego żona podczas naszej ostatniej wspólnej  rozmowy.

Co prawda był jednak jeden wyjątek, który potrafił odciągnąć jego myśli od lekkiej atletyki – jego ukochane wnuki, o których podczas treningów często nam opowiadał. Wnuki to była jego wielka duma.

Trenerze dziękujemy za wszystkie wspólne treningi, za niezliczone wskazówki sportowe, za opowieści i historie które były związane nie tylko ze sportem, ale niejednokrotnie wykraczały poza sport.

Na zawsze zapamiętamy również ten charakterystyczny wstęp do każdej wypowiedzi „ a więc układ jest taki…” po którym zawsze następowało spokojne i rzeczowe wyjaśnienie problemu.

Trenerze pozostaniesz zawsze w Naszej pamięci, w naszych wspomnieniach, ale przede wszystkim w każdym naszym sukcesie sportowym, w każdym zdobytym medalu, który był i będzie częścią Twojej pracy z nami i poświęcenia włożonego we wspólne treningi.

Trenerze to był Wielki Zaszczyt.

 

Michał i Krzysztof Jacków – Zawodnicy Masters