Podczas biegu na dystansie pięciu kilometrów na członków teamu czekało wiele przeszkód, spośród których czołganie się pod wozami bojowymi czy przeprawa przez błotne rzeki były jednymi z łatwiejszych. Tyrolka nad stawem, sporo stacji na wysokościach, walka z ciężarami, strzelanie do celu- to tylko niektóre z przygotowanych przez organizatorów sportowych atrakcji. 

 

Warto jednak podkreślić, że nie trzeba być komandosem, by poradzić sobie z Formozowymi wyzwaniami. Zgodnie z dewizą „Nigdy nie zostawiamy swoich” każdy uczestnik zmagań mógł liczyć na pomoc towarzyszy. Wzajemne wsparcie, atmosfera zabawy i działania fair play są w tego typu imprezie równie ważne jak wyniki. 

 

Średzki klub Kuźnia w Formozie uczestniczył drużynowo po raz pierwszy, choć survivalowe osiągnięcia ma już na koncie. W Obornikach reprezentacja Kuźni była najliczniejsza. Nie sposób było przegapić tak tłumnej drużyny a niesamowita motywacja kapitanów - Magdaleny i Mikołaja sprawiły, że uczestnicy wracali pełni pozytywnych wrażeń. Kapitanowie byli pewni, że wszystkim uda się ukończyć bieg, bowiem o dobrą formę klubowiczów dbają każdego dnia podczas wszechstronnych treningów. 

 

W ocenie klubowiczów to właśnie profesjonalizm, wiara w swoich ludzi i umiejętność motywacji przyciągają do Kuźni coraz więcej zapaleńców. A gdy już tu trafią, nie chcą się z klubem rozstawać. W dobrej, wzmacniającej atmosferze żadne błoto nie jest straszne. 

 

JJ