Zbigniew Król – Zacznijmy od pytania podstawowego - skąd mamy gaz w naszych domach?

Wojciech Mizgier – Niestety, ale jesteśmy niemal całkowicie uzależnieni od importu. Jeszcze kilka lat temu większość potrzebnego gazu sprowadzaliśmy z Rosji, a wcześniej z ZSRR. Dzisiaj ok. 15 procent zapotrzebowania zaspokaja wydobycie krajowe, reszta to gaz sprowadzany za pomocą Terminala LNG w Świnoujściu i biegnącego z Norwegii podmorskiego rurociągu Baltic Pipe.

 

Czy mamy zapewnione stabilne ceny i dostawy gazu?

Raczej tak, ale z naciskiem na „raczej”. Jesteśmy uzależnieni od importu, głównie z USA, Norwegii i Kataru. Część gazu jest dostarczana po cenach wg kontraktów wieloletnich, zależnych od kursu złotówki i dolara, część wg cen rynkowych, ale o szczegóły to lepiej pytać specjalistów.

 

Jakie istnieją ryzyka dostaw gazu do Polski?

Zasadniczo są dwa. Pierwsze, to normalna gra rynkowa, gdzie z nieznanych nam dzisiaj powodów ceny mogą gwałtownie wzrosnąć, co widzieliśmy kilka lat temu. Druga, znacznie poważniejsza, to ryzyko konfliktu zbrojnego, czy akty sabotażu. Tak naprawdę to nasze bezpieczeństwo dostaw gazu opiera się na dwóch przyłączach i nie będę tu informował, co trzeba zrobić, abyśmy zostali bez tych połączeń.

 

Szukamy zatem rodzimych źródeł gazu, a takim może być biogaz. Proszę zatem wyjaśnić, co to jest biogazownia?

Ogólnie jest to zakład produkcyjny, czy instalacja, która pozwala przetworzyć odchody zwierzęce, odpady organiczne, osady z oczyszczalni ścieków i masę zieloną na biogaz, który zawiera około 60-70 procent metanu. Biogaz najczęściej zużywa się do produkcji energii elektrycznej. Doskonale nadaje się do zastosowania jako szczytowe źródło energii elektrycznej.

 

A czym jest biometanownia, którą chcielibyście wybudować w Nietrzanowie?

To tylko znacznie bardziej zaawansowana biogazownia. Produkuje niemal czysty metan, który z powodzeniem może być tłoczony do sieci gazowej, lub skraplany i sprzedawany jako bio-LNG, czyli ciekły ekologiczny gaz do napędu np. samochodów ciężarowych w strefach zamkniętych dla aut spalinowych w miastach. W procesie produkcji z biogazu są ekstrahowane siarka i LCO2, które są dodatkowym źródłem przychodów producenta.

 

Ile biogazu i biometanu możemy produkować w Polsce?

Według różnych ocen, biogaz i biometan mogą pokryć nawet 50 procent zapotrzebowania krajowego na gaz, ale wymaga to całkowitej zmiany myślenia naszych samorządów.

Mamy co nadrabiać. Najwięcej w Europie biogazu produkują Niemcy. Mają już ponad 11 tys. instalacji, w tym instalacje o mocy 20 MW. W Polsce mamy ok. 300 instalacji, jednak w większości bardzo małych, niemal hobbystycznych.

Nasza firma planuje wybudować instalację o mocy 5,5 MW i byłaby to niewątpliwie jedna z pierwszych komercyjnych biometanowni na terenie kraju. W tym roku powstał w ogóle pierwszy taki zakład w Polsce, w cukrowni Sudzucker w Strzelinie.

 

Dlaczego w Polsce – mimo że substratu do jego produkcji nie brakuje - jest tak mała produkcja biogazu i biometanu?

W Polsce istnieje kult produkcji energii z węgla i wielu polityków ,,żyło” z walki o utrzymanie wydobycia i wstrzymywania postępu w budowie alternatywnych źródeł energii. Spora grupa polityków robi wszystko, co możliwe, abyśmy jak najdłużej pozostawali europejskim skansenem energetycznym. Można straszyć obywateli potencjalnymi awariami instalacji czy wybuchami, ale przecież np. w Środzie wielu mieszkańców używa metan w domach do ogrzewania czy gotowania w kuchenkach gazowych, a wybuchy mimo to nie są codziennością w mieście.

Myślę, że głównym hamulcowym są samorządy. Świetnie widać to w naszym powiecie, gdzie mimo wielu rządowych zachęt i dotacji oraz ogromnej ilości produkowanego obornika, nie udało się jeszcze uruchomić nawet projektu budowy zakładu jego przetwarzania. Słyszałem w czasie ostatniej sesji Rady Miejskiej słowa burmistrza Piotra Mielocha, że radni Budasz i Ziętkowski lobbują na rzecz biogazowni. Za kim w takim razie lobbuje on sam?

 

Ja sądzę, że to nie samorządy, ale jednak mieszkańcy domów, w okolicach których mają powstać biogazownie najmocniej sprzeciwiają się tym inwestycjom. Pan mówi, że konsultacje z mieszkańcami prowadziliście, burmistrz wskazuje, że to była niewielka grupa.

Odbyły się bardzo konkretne konsultacje na terenie parafii pw. Wszystkich Świętych w Nietrzanowie, na które zaproszenie otrzymali wszyscy mieszkańcy .Pierwszy raz na zaproszenie szanownego księdza proboszcza Waldemara Jaśkowiaka z mieszkańcami wsi Nietrzanowo. Powtórnie - w tym samym miejscu na zaproszenie szanownego księdza kanonika Grzegorza Gałeckiego z radą parafialną. Ksiądz kanonik okazał się być osobą doskonale zorientowaną w tematyce biogazu i biometanu. Przeprowadziliśmy przy okazji innego spotkania bardzo merytoryczną dyskusję na temat należącej do Uniwersytetu Przyrodniczego doświadczalnej instalacji w Brodach pod Poznaniem. Proponuję nie umniejszać znaczenia spotkaniom pod patronatem osób zaufania publicznego, a bez obecności lokalnych i sceptycznie nastawionych do inwestycji polityków.

 

Jaki jest potencjał naszego powiatu w produkcji biometanu?

W porównaniu do innych powiatów w kraju - na pewno bardzo duży. Mamy w powiecie bardzo dobrze rozwiniętą produkcję zwierzęcą, więc dysponujemy ogromną ilością paliwa do takich zakładów. Mam jednak wrażenie, że w gminach naszego powiatu istnieje antyrolnicza koalicja samorządowa.

 

Kilka dni temu gościłem grupę rolników, która zabiegała o moje wsparcie dla protestów rolniczych, jednak odmówiłem. Jestem przeciwnikiem bezsensownych blokad dróg, czy marszów gwiaździstych na Warszawę, w czasie gdy rząd robi bardzo dużo, aby miliony hektarów gruntów rolniczych przeznaczyć na produkcję na potrzeby szeroko rozumianej energetyki, a samorządy te wysiłki torpedują. Co ma niby zrobić premier Tusk, czy minister rolnictwa? Mają te gigantyczne nadwyżki zboża, ziemniaków itp. zjeść czy zatopić?

To przecież, dla przykładu, samorząd w Nowym Mieście zablokował budowę super nowoczesnej ekologicznej fermy drobiu na 1 mln niosek na pow. 300 ha we wsi Aleksandrów. Takie kury zjadają rocznie ok. 30 tys. ton zboża, wiec niech może lepiej wójt tej gminy odpowie, co zrobić z tym ziarnem. Co ma do tego premier, czy mieszkańcy Warszawy, aby im utrudniać życie?

 

Mieszkańcy obawiają się takich inwestycji koło swoich domostw…

Sam mieszkam na terenie ekologicznej fermy drobiu w miejscowości Bogusławki w gminie Krzykosy i zapewniam, że to doskonałe miejsce do życia. Zapraszam pana wójta i radnych z gminy Nowe Miasto na wizytę u nas. Mogę wszystko pokazać i objaśnić.

W Środzie, w czasie sesji Rady Miejskiej, po raz kolejny słyszałem o jakimś gigantycznym nasileniu transportu drogowego do projektowanej biometanowni w Nietrzanowie. Jak jest w rzeczywistości? Potrzebujemy tam dostarczyć rocznie 170 tys. ton substratów, czyli 465 ton na dobę, co daje ok. 20 aut ciężarowych na dobę, do tego daleko od miasta i specjalnie pobudowaną drogą z DK11. Do świetnie zorganizowanej niemieckiej cukrowni w Środzie Wielkopolskiej tyle wjeżdża co godzinę. To jest jednak niemiecka cukrownia, więc zarządowi miasta to nie przeszkadza. Co innego polscy rolnicy, ich samochody nieprzyjemnie pachną, niszczą drogi i zakłócają spokój i dobrobyt mieszkańców gminy czy powiatu. Akurat te 20 samochodów spośród dziesiątek tysięcy codziennie jeżdżących po naszych drogach.

 

Widzi pan korzyści dla mieszkańców powiatu z budowy kilku biometanowni w powiecie?

Niewątpliwie najwięcej korzyści mogą odnieść rolnicy. Teoretycznie, gdyby cały obornik kurzy, bydlęcy i świński przerobić na metan, potrzeba byłoby 5 – 10 tys. hektarów gruntów przeznaczonych na produkcję masy zielonej. Powstałoby kilkaset stabilnych miejsc pracy, odpornych na światową konkurencję.

 

Gminy zyskałyby bardzo duże źródło podatków, gdyż biometanownie to głównie budowle, a nie budynki. Na pola byłaby rozwożona bezwonna masa pofermentacyjna, niezawierająca związków siarki. Nowoczesne instalacje potrafią ekstrahować siarkę, którą można użyć potem np. w przemyśle. Kto nie wie, jaki zapach mają związki siarki, to niech zostawi sobie latem na parapecie w mieszkaniu kilka jajek i niech spróbuje je rozbić po kilkunastu tygodniach. W czasie tego naturalnego procesu białko jajek ulegnie przemianie w siarkowodór. Istnieje jednak jeszcze jeden bardzo ważny argument, którego nikt nie bierze pod uwagę. Już dzisiaj niemieckie biometanownie są najlepszym odbiorcą obornika na rynku. Dobrze płacą, odbierają towar przez cały rok i cały czas zwiększają produkcję. Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, że za kilka lat dla naszych rolników nie będą dostępne nawozy organiczne i będą zmuszeni importować niemiecki poferment do nawożenia upraw. To bardzo realna perspektywa.

 

Nasi rolnicy, jeśli chcą przetrwać i wygrać konkurencję z przyszłą, w co głęboko wierzę, nowoczesną i bogatą Ukrainą oraz z krajami tzw. Mercosur, muszą mieć możliwość inwestycji w energetykę.

To jest przyszłość rolnictwa w Polsce, ale do tego potrzebujemy przychylne i chętne do współpracy samorządy, a nie zagorzałych przeciwników postępu i nowoczesności. I wcale nie są nam potrzebne cła importowe i propaganda potencjalnej klęski polskiego rolnictwa. Otwarcie rynków zbytu działa w obydwie strony i jestem pewien, że nasi rolnicy mogą wygrać tę konkurencję. Cła i blokady granic mają za zadanie tylko napędzać popularność polityków. Niby jakie korzyści mają mieć Polacy z ograniczania konkurencji na rynku cukru, wołowiny i innych produktów rolnych. No chyba, że wyższe ceny w sklepach i mniejszą konkurencję rynkową. Czasy dobrobytu komunistycznego, niestety, ale pamięta coraz mniej osób.

 

Czy budowa biometanowni obniży wartość działek sąsiednich i uniemożliwi budowę domów w tej okolicy?

Takie rzeczy mówił burmistrz Piotr Mieloch, ale nie wiem, na jakie dane statystyczne się powołał. Według mojej wiedzy i osobistych doświadczeń, tereny wokół fabryk i zakładów przemysłowych raczej zyskują na wartości, a nie tracą.

 

Odnośnie budowy domów wokół naszej konkretnej lokalizacji to myślę, że burmistrz nie wie, zapomniał lub celowo chciał wprowadzić opinię publiczną w błąd i nie wiem, co gorsze. W projekcie planu ogólnego zagospodarowania terenu wokół Nietrzanowa znajduje się 14-hektarowa działka przemysłowa, a pozostałe tereny mają zyskać status SO, tj. tereny działalności rolniczej bez możliwości zabudowy.

 

Dlaczego jeszcze nie jest budowana droga do tej inwestycji?

Trudno jest wymagać, aby potencjalny inwestor wybudował drogę łączącą DK11 z łąką w Nietrzanowie. Inna firma, w której posiadam też pewien udział, zobowiązała się do wybudowania fragmentu ulicy Podmiejskiej. Droga została wybudowana w okresie trzech miesięcy od podpisania porozumienia z gminą i dzisiaj jest już własnością gminy.

 

Podczas ostatniej sesji wiceburmistrz Paweł Wullert mówił, że zapytań w sprawie lokalizacji biogazowni na terenie gminy jest mnóstwo. Wcale nie jesteście jedyni.

Potwierdzam, a burmistrz Piotr Mieloch mówił nawet o kilku inwestycjach wokół naszej potencjalnej lokalizacji. Zgłosiliśmy zamiar wybudowania biometanowni w Nietrzanowie jako firma Bioenergy Nietrzanowo SPV sp. z o.o. na działkach 13/37 i 13/38. Ogólnie jest to firma założona przez rolników z naszej gminy, gminy Śrem i niemieckiego inwestora branżowego za pośrednictwem polskiej spółki Envitec Investment Sp. z o.o. W tym tygodniu złożyliśmy do gminnego biura podawczego dokument pod nazwą ,,Inwentaryzacja Przyrodnicza” dla tych działek. Oczekuję zatem, że panowie burmistrzowie przedstawią na najbliższej sesji Rady Miejskiej co najmniej 20 konkurencyjnych ofert i poinformują mieszkańców, kto i gdzie zamierza inwestować. Sam też jestem tym bardzo zainteresowany.

 

Jeśli otrzymacie warunki zabudowy na działkę w Nietrzanowie, które umożliwią budowę biometanowni, to działka z automatu zyska na wartości.

Tak powiedział na sesji burmistrz, jakby chciał powiedzieć, że nie wyda warunków zabudowy, bo ziemia zyska na wartości. Trochę to brzmiało tak, jakby nawoływał radnych do działań niekoniecznie zgodnych z prawem budowlanym. Nigdy wcześniej nie słyszałem, że takie kryterium może być brane pod uwagę przy wydawaniu pozwoleń budowlanych.