Proboszcz bazyliki kolegiackiej ks. Janusz Ś. odpowiada przed sądem za likwidację kwatery sióstr szarytek na średzkim cmentarzu. Prokuratura Rejonowa w Środzie, która prowadziła postępowanie na podstawie zawiadomienia konserwatora zabytków, chciała warunkowego umorzenia, ale proboszcz nie zgodził się na to i o swoje dobre imię walczy przed wymiarem sprawiedliwości. Grozi mu kara grzywny, ale czyn zagrożony jest również karą pozbawienia wolności do 2 lat
Sprawa ma swój początek w 2020 roku, kiedy na cmentarzu parafialnym w Środzie została zlikwidowana kwatera sióstr szarytek. Siostry były obecne w Środzie od 1860 roku, prowadziły tutaj szpital i ochronkę dla dzieci. Na początku obecnego stulecia ostatnie z nich wyprowadziły się ze Środy, pozostały po nich jedynie groby sióstr, które w naszym mieście umarły. Niektóre z nagrobków miały ponad 100 lat.

Proboszcz nie zgodził się na propozycję prokuratury 
Kiedy dwa lata temu nagrobki sióstr zostały zlikwidowane, zaczęła się awantura. Na naszych łamach o tej sprawie pisał regionalista Zbigniew Jóźwiak, który powołując się na wiele przepisów krytykował decyzję o likwidacji nagrobków, które dla Środy miały wartość historyczną. Sprawa trafiła do konserwatora, a dalej do prokuratury i sądu. Ostatecznie prokuratura przygotowała akt oskarżenia przeciwko proboszczowi kolegiackiemu. 
- Uznaliśmy, że ze względu na niską szkodliwość czynu, będziemy wnioskować do sądu o warunkowe umorzenie. Ale ksiądz proboszcz nie zgodził się na to – mówi prokurator rejonowy w Środzie Grzegorz Gucze.
Zapewne chodzi o to, że choć z formalnego punktu widzenia proboszcz byłby osobą niekaraną, to w krajowym rejestrze karnym można byłoby znaleźć informację o wyroku warunkowo umarzającym postępowanie karne. Osoba taka będzie zatem widniała w krajowym rejestrze karnym jako osoba, wobec której warunkowo umorzono postępowanie. Wpis o wyroku warunkowo umarzającym postępowanie ulega wykreśleniu po upływie 6 miesięcy od zakończenia okresu próby orzeczonego w wyroku.

Proboszcz: Nie z mojej inicjatywy 
Proboszcz kolegiacki już wcześniej w rozmowie z nami komentował sprawę. - Stanowczo zaprzeczam, że to z mojej inicjatywy została zlikwidowana kwatera sióstr szarytek - mówił ks. Janusz Ś. - To siostry zadzwoniły do mnie w tej sprawie i powiedziały, że chcą zlikwidować kwaterę. Proponowałem różne rozwiązania, ale siostry obstawały przy swoim. Nie były też zainteresowane pozostawieniem w tym miejscu krzyża, natomiast tablicę z nazwiskami chciały przenieść na grób siostry, która była pochowana w innym miejscu cmentarza.
Proboszcz kolegiacki dodawał też, że po roku od tej rozmowy, kiedy nie zostały w tej sprawie przez niego poczynione żadne prace, siostry zadzwoniły bezpośrednio do kopacza. I w ten sposób kwatera znikła. Po tym zdarzeniu pismo w sprawie likwidacji kwatery trafiło do konserwatora zabytków i w konsekwencji do prokuratury i dalej do sądu.
Proboszcz na postępowanie prokuratorskie odpowiedział wprowadzeniem dodatkowych wymagań dotyczących pochówku na najstarszej części cmentarza. Chciał, aby mieszkańcy otrzymywali na pochówek bliskich zgodę konserwatora. 

Konserwator: Ochronie podlega układ przestrzenny 
To właśnie w odpowiedzi na decyzje proboszcza i po licznych zapytaniach mieszkańców Środy Wojewódzki Konserwator Zabytków wydał oświadczenie, w którym informował, że organy konserwatorskie nie posiadają kompetencji do wydawania pozwoleń na dokonywanie pochówków na terenie cmentarzy wpisanych do rejestru zabytków. Sprawy pochówków oraz ekshumacje regulują odrębne przepisy, w szczególności ustawa z dnia 31 stycznia 1959 roku o cmentarzach i chowaniu zmarłych.
Rozmawialiśmy wtedy z osobą odpowiedzialną w biurze konserwatora za sprawy dotyczące cmentarza w Środzie. - Nie mamy żadnych kompetencji, aby wydawać decyzje dotyczące pochówku, także na cmentarzach zabytkowych. To, co robi ksiądz proboszcz, to jego interpretacja - usłyszeliśmy. 
Zdaniem konserwatora, szczególnej ochronie konserwatorskiej podlegają znajdujące się na cmentarzu kaplica, drzewostan, alejki, ogrodzenie, układ przestrzenny, czy też groby pochodzące z XIX wieku, czy też nieco młodsze. 
I to jest właśnie w całej sprawie najważniejsze. Likwidacja kwatery była według konserwatora i potem organów ścigania złamaniem prawa. Konserwator stanął na stanowisku, że likwidacja całej kwatery wpłynęła na wygląd cmentarza. Natomiast otwarcie grobowca, czy też podniesienie płyty w celu pochówku nie jest żadnych problemem.

Wytyczne w sprawie pochówku 
„Parafia otrzymała od Wielkopolskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Poznaniu zalecenia konserwatorskie dotyczące funkcjonowania cmentarza parafialnego. Wynika z nich, że ochronie w różnym zakresie podlegają poszczególne groby. Szczególnie chronione są grobowce, nagrobki i płyty z 2. połowy XIX i początku XX wieku, zlokalizowane wzdłuż głównej alei, przy murowanym ogrodzeniu od strony wschodniej oraz przy kaplicy. Prace powodujące trwałą zmianę ich wyglądu, tj. remont, przebudowa lub konserwacja wymagają uzyskania pozwolenia konserwatora. Dotyczy to także połączonych z nimi krzyży, kamiennych mis i wazonów. Bez zezwolenia dopuszczalne jest czyszczenie i mycie wodą tych obiektów. Szlifowanie, mechaniczne lub chemiczne oczyszczanie powierzchni, powodujące trwałą zmianę wyglądu lub struktury nagrobka wymaga zgody konserwatora i powiadomienia zarządcy cmentarza” – napisał 3 czerwca w swoim oświadczeniu proboszcz kolegiacki. 
I dodawał, że pozwolenie trzeba uzyskać również w razie zmian w układzie przestrzennym: prac przy kilku nagrobkach powodujących zmianę kompozycji całej kwatery, zmiany nawierzchni ścieżek, prac przy ogrodzeniu cmentarza oraz wycinki drzew i krzewów rosnących na terenie cmentarza.

Regionaliści bez wątpliwości 
„Niewątpliwie szokiem dla mnie było to, co w ostatnim okresie stało się z zakonną kwaterą. Nie umiem (i nie mogę) jakoś przyjąć do wiadomości, iż jesteśmy świadkami kolejnej „cmentarnej samowoli”, której przykłady już wcześniej nas bulwersowały. Handel grobowcami w formie kapliczek czy sprzedaż grobowca rodziców ks. Mieczysława Meissnera, w którym w latach II wojny światowej przechowywano trumnę ze zwłokami organizatora średzkiego powstania – to tylko pierwsze z brzegu przykłady. Nie chcę oceniać przyczyn i powodów powstałej sytuacji. Mam nadzieję, iż w sprawę włączy się Wojewódzki Konserwator Zabytków, jako że cmentarz jest wpisany do rejestru zabytków i jako taki podlega prawnej ochronie. Mam tylko nadzieję, że znajdę sojuszników w walce o zachowanie dla potomnych tych resztek, które z pobytu szarytek w naszym mieście cudem jeszcze ocalały” – pisał dwa lata temu na naszych łamach regionalista Zbigniew Jóźwiak. 
A niedawno Wojciech Lis, pracownik Muzeum Ziemi Średzkiej „Dwóch w Koszutach”, komentował: „Źródłem „problemów” jest likwidacja całej kwatery szarytek. Nie jednego, czy dwóch grobów, a całej kwatery, z wyjątkiem dwóch grobów niemających 20 lat. I nie były to groby Nowaka czy Kowalskiego, a groby sióstr, które przez 150 lat tworzyły historię Środy i których pamięć nadal pozostaje bardzo żywa wśród wielu średzian, o czym niech świadczą dbałość średzian o porządek na kwaterze czy niedawne odsłonięcie tablicy upamiętniającej ochronkę. 
Zgodnie z przepisami, grób nie musi być wpisany do rejestru, aby podlegał ochronie z racji wartości historycznej. Nie muszą to być groby takie jak w głównej alei średzkiej nekropolii. Groby na kwaterze powstańców również posiadają wartość historyczną, ale żaden z nich nie jest odrębnie wpisany do rejestru, więc gdyby iść tropem, że te groby nie są zabytkami, to również można byłoby zlikwidować całą kwaterę i ustawić tablicę informującą o pochowanych powstańcach. Ileż miejsca zwolniłoby się na cmentarzu…
Jeśli proboszcz uważa, że siostry wystąpiły z wnioskiem o rozebranie kwatery, to pierwszą rzeczą, którą winien zrobić jako administrator średzkiego cmentarza, to skonsultować sprawę z regionalistami, stowarzyszeniami itp. Można było ogłosić, że siostry nie mają możliwości opieki nad grobami, proszą o pomoc itd. To jednak nie nastąpiło”.

Średzka historia szarytek 
O szarytkach w Środzie pisał Zbigniew Jóźwiak na łamach „Gazety Średzkiej”. Sprowadzone w połowie XIX w. staraniem Grudzińskich z Drzązgowa, szarytki na stałe wpisały się w średzki pejzaż. Nim ostatecznie osiadły w wybudowanym dla nich klasztorno – szpitalnym obiekcie, swą działalność prowadziły, najpierw w skromnym budynku przy dzisiejszej ul. gen. J. H. Dąbrowskiego, później w znacznie większym obiekcie (wykupionym z rąk pruskich) przy ul. Wałowej. Ochronkę, niestety dziś już nieistniejącą, pamiętają niemal wszyscy średzianie – no może głównie ci nieco starsi. Szpital, funkcjonujący po dzień dzisiejszy, znają za to wszyscy. 
Siostry działały prężnie, kompleksowo i niezwykle skutecznie. W dwudziestoleciu międzywojennym były w stanie uzyskać nieomal pełną żywnościową samowystarczalność, mając dla obsługi nowo wybudowanego szpitala oraz ochronki sporych rozmiarów gospodarstwo rolne, duży sad i warzywniak. 
Kres ich rozkwitowi położyła najpierw II wojna światowa, a później socjalistyczna gospodarka, której nie po drodze było z katolicką wizją wychowawczo – oświatową, że o opiece medycznej nie wspomnę. Niemniej przez Średzki Dom Córek Miłosierdzia przewinęła się przez te wszystkie lata co najmniej kilkusetosobowa grupa szarytek, z których spora część pozostała w naszym mieście na zawsze. 
Dziś można się zastanawiać, czy konsekwencją wyroku może być konieczność przywrócenia zlikwidowanej kwatery. Jeśli bowiem doszło do złamania prawa, nie można wyobrazić sobie, by nie było także naprawienia szkody. 
Zbigniew Król